Witamy! Jest sobota 10.12.2016, godzina 11:51
Guild Wars 2 Fansite
News
Forum
> Guild Wars <
Download
Lore
Gra
Dodatkowe Informacje
PvE
PvP
Społeczność
> Guild Wars: Beyond <
Wojna w Krycie
> Guild Wars 2<
Informacji o Guild Wars 2 szukaj na nowym portalu
FAQ
Kontakt
...jeżeli używamy dwóch przedmiotów na skrócenie czasu odnowy/rzucania czaru, to gra sprawdza szanse po kolei na każdym z nich?
Partnerzy:

Kup Guild Wars
klient
Nienormalna Opowieść O Bohaterstwie
w skrócie NOOB

- Część I
- Część II
- Część III
- Część IV

Normalną opowieść trzeba by było zacząć słowami opisującymi czas, miejsce, tematykę i bohatera, np. Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce, złe walczyły z dobrymi i główny bohater, co miał włosy jak ecto, kupione u ruskich na bazarze koło Piken Square, też walczył i wygrywał. Ale to jest NIENORMALNA opowieść, więc zacznę ją słowami: Normalną opowieść trzeba by było zacząć słowami opisującymi czas, miejsce, tematykę i bohatera, np. Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce, złe walczyły z dobrymi i główny bohater, co miał włosy jak ecto, kupione u ruskich na bazarze koło Piken Square, też walczył i wygrywał. Ale to jest NIENORMALNA opowieść, więc zacznę ją słowami: Normalną opowieść trzeba by było zacząć słowami opisującymi czas, miejsce, tematykę i bohatera, np. Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce, złe walczyły z dobrymi i główny bohater, co miał włosy jak ecto, kupione u ruskich na bazarze koło Piken Square, też walczył i wygrywał. Ale to jest NIENORMALNA opowieść, więc zacznę ją słowami: Normalną opowieść... I tak przez kilka godzin.
Otóż bohater tej opowieści NIE ma uratować świata i NIE ma włosów jak ecto, kupione u ruskich na bazarze koło Piken Square. Prędzej jak mieszanina wszystkich kolorów 15k Druid Armora White Dyed. Chłopiec ten nazywał się Diego i był nowym rekrutem w armii Pre-Ascalonu. Niezbyt wiedział o co w jego nowej robocie chodzi, ponieważ skipnął intro, ale wystarczyło mu się kogoś zapytać. Zaczepił więc pierwszego z brzegu żołnierza i rzekł: Przepraszam... Co mam robić jako rekrut w armii Ascalonu?
Na odpowiedź nie musiał długo czekać:
- Gedaut Nuub!!!!11
Diego migiem zszedł z oczu dziwakowi i począł rozglądać się po mieście w poszukiwaniu kogoś normalnego. Każdy jednak gadał to samo: Gedaut Nuub!!!!11
W końcu spotkał innego rekruta. Zadał więc to samo pytanie, a on odpowiedział mu:
- Łatwizna. Masz łazić poza outpostami, expić, questy wykonywać, zabijać moby, kasę tłuc, itepe.
- A czemu wszyscy odpowiadają mi: Gedaut Nuub!!!!11?
- Bo piszesz pytania na czacie "trade", zamiast na nich kliknąć, żeby pogadać. Za dużo w Tibie grałeś, nie?
Diego pomyślał (lol!). Tibia... Tibia... Gdzieś już słyszał tą nazwę... Chyba na forum guildwars.pl... A może na forum tibia.pl? Jednak i tak nie pamiętał, co to jest.
- Co to jest Tibia? - zapytał.
- A niiic... Słabiznowate MMORPG.
- A co to MORPG?
- Gra RPG online. Aha, to sie pisze przez dwa "O".
- Ale jaka gra? Planszowa? Sport? Czy może jakaś zabawa? - Umysł Diega wypełnił się pustką.
Rekrut zrobił /laugh.
- No komputerowa! A jakie inne może być MMO!?
- Komputerowa? Nie słyszałem...
- No coś ty! Przecież Guild Wars to też jest gra! Wszystko wokół to gra! Zobacz... Tu masz międzymordzie... Inventory (inwe...co?)... Status bohatera...
- To jest interfejs!? A ja myślałem, że po prostu za dużo gapiłem się na słońce i mam mroczki w oczach...

DIEGO HAS JOINED THE GAME
Diego, po pełnym wzruszeń i wymiotów gapieniu się w ekran ładowania, w końcu dotknął stopami ziemi. Drabina (bo tak nazywał się napotkany rekrut) już na niego czekał.
- No co tak długo – powiedział - Myślałem, że zwariuję od czekania tu z tą Gwen.
Dziewczynka spojrzała na niego z wyrzutem i wróciła do rzucania fletem w Linę, monkę koło rezurection shrine.
- Słuchaj mała! Jak tylko dostanę tę posadę jako henczmenka, to wrócę tu i ci wp******ę!!!!11
- A nie wrócisz - Gwen pokazała język - bo mnie tu nie będzie, bo będę w [CENZURA Z POWODU BRAKU ZIELONEGO POJĘCIA O MIEJSCU PÓ?NIEJSZEGO POBYTU GWEN] z moim chłopakiem, Tobeyem!!!
Lina walnęła rotfla. Drabina walnął się w głowę drabiną. Doh! Gwen walnęła Linę z Mursaat Hammera 15^50%, +30hp, +15 dmg vs Stupid Monks Standing Near The Rez Shrine. Lina zdechła, ale zaraz potem odrodziła się obok. BAM! Znowu zdechła i znowu się odrodziła. BAM! Radochy dziewczynki nie było końca, widocznie zabawa "Whack a' Lina" bardzo przypadła jej do gustu. Drabina z zadowoleniem przyglądał się scence.
- Znowu odkryła minigierkę. Muszę to dać do newsów na mojej stronce o GW. Ej Diego, masz fajki? Diego? DIEGO - Złapał kolegę za ucho, ponieważ ten zbierał się już do kolejnego walnięcia monki młotkiem Gwen.
- Proszę pokazać paszport. Aha. OK. Otworzyć bagażnik. OK, bezpiecznie. Macie jakiś alkohol?
Drabina wyjął z kieszeni butelkę Hunter's Ale.
- No dobra. Mam nadzieję, że nie przemycacie narkotyków? Nie? Papierosów? Nieeee??? A Tapestry... cośtamów? Tylko jeden? Przykro mi, to zabronione! Ale jak dacie łyka Hunter's Ale, to was puszcze, dobra? Thx. GULP. Idźcie już, miłego pobytu w Post-Searingu! I AM KING OF THE WOOOOOORLD!!! Yea...
- Hej mała! - Diego zwrócił się do Reyny [Archer Henchman] - Chcesz się zabawić?
- No jasne... Tylko nie mamy teraz czasu. Zaraz się zacznie walka PvP. Może potem. Eeeej, przystojniutki jesteś. Mówił ci już ktoś, że masz włosy koloru 15k Druids Armora White Dyed?
Nagle rozległ się wrzask Warmastera:
- EJ, TY TAM!!! TAK, TY! NIE WIDZIESZ TABLICZKI "Nie romansować z henczmenami" !!??
- ...
TO WIN, ANIHILATE THE OPOSING PARTY
- Yea! Party! Chodź Reyna!
DIEGO STARTS DANCING.
- Nie takie party debilu! Mamy ich zabić!!!
- Aha...
DIEGO STARTS KILLING.
- Diego is dead!
- I'm using Ressurection Signet on Diego!
- Drabina is dead!
- I'm using Ressurection Signet on Drabina!
- Ty.
- Reyna is dead!
- I'm using Ressurection Signet on Reyna!
- Warmaster is an idiot!
- I'm using...lol.
- Zostaw go. Nic mu już nie pomoże. Niech se wsadzi w d**e to swoje PvP. Robim party!
DIEGO STARTS DANCING.
REYNA STARTS DANCING.
DRABINA STARTS DANCING.
WIERTARKA STARTS DANCING.
MŁOTEK STOPS HITTING LINA.
- Lol! Drabina, fajny kankan... Zaraz... Myślałem, że jesteś W/Mo...

- Obywatele-rozległ się głos króla Adelberna- Przypominamy, że szaleje Ptasie Grypa! Trza uważać! Jeżeli Ptasia Grypa nie przestanie szaleć, będziemy musieli coś z tym zrobić! Słyszysz mnie, Ptasia Grypa!?
BANG! BANG!
- Ptasia Grypa is dead!
- No, koniec szaleństwa. Wracajcie do swoich zajęć, prania, farmienia... Czy co tam robicie innego - Odgłos spuszczanej wody.
DIEGO STARTS DANCING.
- Nieeee no! Znowu!? -Drabina oszalał.
BANG! BANG!
- Drabina is dead!
- Rez me nuub!!!!11
MIESZKANIEC1 STARTS DANCING.
MIESZKANIEC2 STARTS DANCING.
MIESZKANIEC3 STARTS DANCING.
- yEA! zNOWU PARTY! o! jAKI| DEBIL ZAPOMNIAŁ WYŁËąCZYĆ cAPS-lOCKA! uPS...tO JA...
Zabawa trwała aż do wtargnięcia policji. A gdy policjanci byli już martwi, znikąd pojawiła się niska, czarnowłosa osóbka:
- My name yz Gwen, and I will shoot you mader faker!!!
Na ascalon począł spadać deszcz meteorytów, a wszyscy mieszkańcy podpaleni uciekali w popłochu.
- SHIT! Czego mi nikt nie powiedział, że to Beta!!!???
Diego zemdlał.


KONIEC CZ. 1




NOOB- Część II - Góra -

-Wstawaj chłopcze. Wstawaj.
Diego powoli podniósł się, obudzony przez szturchnięcia nieznanej mu osoby, której twarz ukryta była pod kapturem.
-Kim jesteś? - Zapytał.
Postać zbliżyła się do niego na tyle, że mógł policzyć włosy na jej łysej brodzie. Po dłuższej chwili raczyła otworzyć usta:
-Nie odpowiem ci teraz. Musisz się najpierw dobrze obudzić, bo nie zapamiętasz. Masz, napij się- mówiąc to, nieznajomy wyciągnął z płaszcza małą, okrągłą buteleczkę. Diego dokładnie obejrzał zawartość, po czym stwierdził, że tej zawartości nie widać, bo butelka jest czarna.
-A cóż to za mikstura!?
-Gwizdnęliśmy ją War Machine, piją to hektolitrami. Nazywają to kawą. Czasami nawet pomaga.
-GULP- Wypił- Ummm... Jakoś tak mi dziwnie to tam... Tak... Przez szyję... Przeleciało... Śmiesznie...
-Wiesz, nigdy w życiu nie piłeś. Postacie w GW rzadko piją. Nie jesteś przyzwyczajony.
Dopiero teraz chłopiec przypomniał sobie wszystko i zauważył, gdzie jest. Był to nadal zniszczony Ascalon, ale z niewielkimi różnicami. Flagi z godłem kraju lekko się postrzępiły, kupcy złożyli swoje towary i poszli do domów, setki trupów leżały na ziemi, fontanna trochę jakby mniej wody lała...
-No to teraz chyba możesz mi powiedzieć, co się stało i kim jesteś- rzekł.
-Nastąpił atak Gwen, naszego Anioła Śmierci. Taka mała próba w większych miastach, żeby wybrać tych najlepszych, albo tych na tyle sprytnych, by w czasie ataku być w sklepie. A naiwniacy nadal myślą, że Gwen to "tajemniczy, niedokończony rozdział w grze"... I tak by AN się nie chciało tego kończyć... A to, że jestem Kazio z ArenaNet dowiesz się dopiero...
-Wiem!!! Jesteś Kazio, z ArenaNet!
Tajemniczą postać zatkało.
-Skąd wiedziałeś!?
-To chyba Boska Pomoc mi podpowiedziała.
-Eeeee... Nie ma takich...
Diego spojrzał na swoje buty, a Boska Pomoc podpowiedziała mu, że nie mył ich od Pre-Searingu.
-Czyli to ja zostałem wybrany, aby rozwalić całe zło?
-Niezupełnie. Masz pomóc innemu gostkowi. Jesteś tylko postacią drugoplanową, ale i tak musisz się troszkę przyczynić do jego sukcesu.
-Ale w pierwszej części było, że nie mam uratować świata. Czyli co?- Diegowi ta sprawa zaczęła się wydawać coraz trudniejsza.
-P*******ć początek! Ten debil, Dziecko z Lasu wszystko zagmatwał!!! Mam nadzieję, że to nie on nas teraz pisze. On? Cholera!!!
I tutaj się wnerwiłem. Miałem ochotę napisać, że na Kazia spadł pięciotonowy jak (dla niekumatych- jak, takie zwierzę, zupełnie jak w Jak's Bend), ale nie zrobiłem tego, bo miał on jeszcze coś ważnego do powiedzenia.
-Uważaj. Ta gra jest zabugowana. O, widzę że już wiesz. Dobra, złaź z powrotem na ziemię. No więc, gościu znany jako Undead Lich odkrył sposób, na skasowanie danych z naszych kompów dzięki magicznemu portalowi w Ring Of Fire...
-Drzwiom...- poprawił go Diego- Chodzi o Door Of Komalie, tak?
No cóż, pomyślał, może będziemy mieć farta i gostek skasuje tylko dane dotyczące ceny fissure armora...
-Nie ważne... coś w stylu zniszczenia świata... I oczywiście, jako główny drugoplanowy bohater o włosach jak 15k Druid Armor White Dyed musisz go zatrzymać wraz z innymi wybrańcami, których znajdziesz w- I tu na Kazia spadł pięciotonowy jak. No cóż... Nie mogłem się powstrzymać...


-Ranny! Czy jest na sali healer!? -Wrzasnął Jeden Z Mieszkańców.
-Jestem!
-Jest!?
-Jestem, jestem!
-Nie ma!?
-JEEEESTEM!!!!
-... Oj! Miałem cię na ignorze, odkąd próbowałeś sprzedać mi customizowaną tarczę! Sorka!
-Grrr.. Wnerwiłeś mnie..-powiedział healer- I'm using Signet of Judgement on Jeden Z Mieszkańców!!!
-OMG!!! Smithing healer!!!
-Jeden Z Mieszkańców is dead!!!
-Were yz Prist of Baltaazar?
-Ranny is dead!

Bazar Ruskich koło Piken Square tętnił życiem. Było tu pełno wojowników szukających oręża, elementalistów wybierających spośród różnych magicznych przedmiotów, czy noobów sprzedających "good armur, 25 defense, only for 500g!". Diego dziwił się, że tylu graczy potrafi zachowywać się tak dobrze i odpowiednio grać role postaci z dawnych czasów (tak naprawdę, to wszystkich podstawili twórcy, bo po ataku Gwen liczba graczy zmniejszyła się z pięciuset tysięcy do ośmiu- 4 wojowników, ordera, taintera, 2 trapperów), ale nie myślał o tym aż tak bardzo. Prędzej o tym "jak on kurna znajdzie Undead Licha!?". Po chwili jednak wpadł na pomysł.
-Ej, Licz. Licz, jesteś tam?
MONSTER UNDEAD LICH HAS STATUS "DESTROYING THE WORLD", AND HE MAY NOT ANSWER YOU.
-Nie no, spróbuję potem.
Nagle, w jego głowie rozległo się: ZAUFAJ MOCY!!! USŁYSZ MÓJ GŁOS!!!
-Nie wrzeszcz Drabina, wystarczy whisper.
DUCHU DRABINY!!!
-No dobra- Nie wrzeszcz Duchu Drabiny...
SZYBCIEJ MNIE WYSŁUCHUJ, PŁACĘ MAJĄTEK ZA ROZMOWY MIĘDZYWYMIAROWE...
-Ile? I odkąd się za whispery płaci...?
OSTATNIO COŚ SIĘ ZMIENIŁO, I BULĘ Z 8 RAZY WIĘCEJ, NIŻ POPRZEDNIO!!!
-Ile się płaciło poprzednio?
NIC...
-Aha... A o so chozi?
ZAPOMNIAŁEŚ, ŻE MASZ SZANSĘ KOGOŚ WSKRZESIĆ!? MASZ REZ SIGNET!!! ALE PAMIĘTAJ, MOŻESZ UŻYĆ GO TYLKO RAZ!!! WYKORZYSTAJ TO MĄDRZE, A ŁATWIEJ CI BĘDZIE W TWOJEJ MISJI!!!
-Dzięki kolego. I'm using Ressurection Signet on Janek [Dye trader]!!! Jeeee!!! Zawsze chciałem mieć zielony armor!!!

Podczas wkraczania na tereny Shiverpeaku, Boska Pomoc odezwała się w głowie Diega po raz kolejny i rzekła:
MUSISZ PÓJŚĆ NA KRYSZTAŁOWĄ PUSTYNIĘ I ZOSTAĆ UŚWIĘCONY!!!
Tak na prawdę, z początku miała brzmieć ona: "Zawracaj kretynie, nie zrobiłeś jeszcze Nolani Academy", ale Boska Pomoc przypomniała sobie o konieczności ratowania świata i pozwoliła chłopcu wynająć runnera.
-A gdzie ta pustynia?
NA POŁUDNIE OD ASCALONU.
-Cholera!!! Mogłaś powiedzieć wcześniej, nie wydałbym tyle forsy na runnera!!!
DIEGO HAS LEFT THE GAME.
Ten runner nie miał dziś farta, mimo iż był kolejnym botem podstawionym przez AN. Diego był bowiem już czwartym drugoplanowym wybrańcem, którego Boska Pomoc zmusiła do teleportacji z powrotem do Ascalon City. No, przynajmniej dostał zapłatę...

Po powrocie do Ascalonu, Diego poexpił troszkę, zrobił kilka questów, po czym przeszedł przez góry południowe, by od razu za nimi znaleźć się na Kryształowej Pustynii. Dla głównych drugoplanowych bohaterów tego typu opowiadań najczęściej nie ma takich rzeczy, jak "niewidzialne ściany". Ale dla wrogów głównych drugoplanowych bohaterów już są- biedne Charr...

QNIEC CZĘŚCI II



CZĘŚĆ TRZECIA I JESZCZE TROCHĘ - Góra -


Zacznę od tego, że szybki bieg po gorącym piasku bez butów kończy się najczęściej wyciąganiem ze stopy odłamków szkła. Nawet jeżeli biegnie się po piasku należącym do plaży, na której nikt nigdy nie był od miliardów lat. Nikt nie udowodnił, skąd się bierze takie szkło.
Ale to tylko dla tego, że w tyrii nie było za wielu myślicieli- w sumie, gdyby wszyscy razem zebraliby się i rozpoczęli wspólnie dyskutować, odkryliby: wodę w morzu, to że Mending przydaje się wyłącznie do odświeżania jedzenia i że chomika jest dużo trudniej reznąć niż człowieka, pomijając fakt, że w Guild Wars nie ma chomików.
Jakby nie szukać- w piasku nigdy nie znajdziemy szkła. Szkło jest zbyt inteligentne by się ujawnić. Z reguły materializuje się na ułamek sekundy przed tym, jak postawimy na nim stopę.

Diego wrzasnął. Złapał się za stopę i rozpoczął poszukiwania kawałka butelki, który sprytnie wcale nie wbił mu się w nogę. To tylko Matrix przesłał mózgowi Diega informację, że się wbił.
Kulejąc, chłopiec przedostał się przez masę potworów do najbliższej osady. Niektóre mobki sprawiały, że dostawał "crippled".
Dziwne, pomyślał, nie mogę używać obu nóg, ale i tak idę dalej... O, i tańczyć też mogę... I śpiewać...
-Szła dzieweczka do laseczka! -wykonał obrót- Łooooi!!!
INTERRUPT
Cholera!!! Nawet się odezwać nie dadzą!!1 Gdzie tu wolność słowa!? No, ale przynajmniej mogę iść dalej, tańczyć... A latać?
Diego skoczył z urwiska.
-Nie... Latać nie mogę...
Niedaleko od rez shrine zauważył małe miasteczko. Wstał. Wytrzepał buty. Umył zęby. Poszedł zrobić sobie coś do żarcia. Zdziwił się, gdy jedzenie zamiast zostać w środku, wyleciało drugą stroną.
Potem wszedł w teleport do Oazy.


Ładowanie... Ładowanie... Ładowanie...
Boska Łaska po raz kolejny, ale pierwszy w tej części opowiadania podpowiedziała chłopcu, że od dziesięciu lat jego komputer ma osiem RAM-u.


W Oazie, Diega zastała niemiła niespodzianka- nie było tam wody. Woda uciekła już dawno, po tym jak Glint najadła się jaj sadzonych (którym najwyraźniej nie podobało się, że ktoś je posadził, więc spróbowały wstać), szukała czegoś do popicia i znalazła doppelgangera (wypiła całą jego inteligencję).
Ale nie tylko to go martwiło. Napotkał PRAWDZIWEGO gracza, którym okazała się piękna (tylko do momentu, w którym jej iluzja przestała działać) mesmerka. Nieustannie mrugała oczami. Diega zdziwiło to, że przeważnie człowiek mruga powiekami. Ona potrafiła mrugać oczami.
-Eee... -Zaczęła- Jesteś graczem czy botem..?
-Nieee... Jestem rangerem.
Mesmerka przeczytała napis na pasku z imieniem Diega. Diego zrobił to samo. A potem przeczytał imię mesmerki.
"WARRIORKA"
-Ekhem... Imię dość oryginalne- powiedział- Zwłaszcza, że jesteś Me/Mo.
-Nie Me/Mo!!! Jestem mesmerką!!!- odparła Warriorka- Potrafię tworzyć iluzje! I jakbym chciała, to mogłabym kontrolować nawet twój umysł!!1
Diego walnął się w łeb. Doh!
-Mojego mózgu nie da się kontrolować- powiedział, po czym oddał Warriorce wszystkie swoje pieniądze.


Przejdźmy teraz do Rurika, który musiał niestety sam pomagać uchodźcom uchodzić na Krytę. Najpierw niszczył balisty, patrzył jak sam przeprowadza Ascalończyków, sam sobie otwierał przejścia, po czym znowu niszczył katapulty i podziwiał samego siebie.
-Kocham multiclienta- powiedział, po czym spadła na niego lawina. Przez następne kilkanaście lat można było usłyszeć w tamtych stronach jęki jego umęczonej duszy: "Reeeeeeez noooobs".


Niedługo po napotkaniu Warriorki, do party...
Diego starts dancing
DIEGO STOPS DANCING!!!
-Raaanyyy... Ten też nie daje tańczyć...
Jaki "Ten"?
-No... ty...
Ja?
-Tak. Znaczy się narrator.
O co ci chodzi!?
-Oj tam... Nie ważne. Opowiadaj dalej.
Dziwak. No więc... Niedługo po napotkaniu Warriorki, do party Diega...
Diego starts dancing
...do party Diega...
-Yea!!! Party!!!
Przestaniesz wreszcie!!!???
-Sorka...
Okej. NO WIĘC... EKHEM... Niedługo po napotkaniu Warriorki, do GRUPY Diega...
-Yea!!! Grupa!!!
...
-Sorka...
Poddaję się! Chodziło mi o to, że dołączyła do nich jeszcze cycata elementalistka o imieniu Gwen, ale sobie chyba daruję. Idźcie dalej.


Przez ostatnie kilka minut robienia misji, chłopak zastanawiał się, dlaczego musi biegać z jakimiś kamykami do wesołego pana duszka, skoro wesoły pan duszek sam może se je przynieść. Wymigał się tym, że nie może dotykać zwyczajnych rzeczy, a latać nie potrafi. Tylko w jaki sposób on stoi na ziemi?
-Heeej...- zaczęła po raz iluśtamdziesiąty Gwen- dlaczego tu nie ma kffiatkoff? Ja bardzo lubię kffiatki... A wiecie, że...
-WIEMY- krzyknęli naraz Diego i Warriorka. Przeszli na whispery.
-Jak to możliwe, że jak byłem w ascalonie, to była małą brunetką?
-Nie wynaleziono jeszcze fryzjera...
-Eee... to chyba przeze mnie- włączył się do whispera jakiś monk- Kiedyś wylałem jej yellow dye na głowę.
-My nie znamy żadnego monka...
-Sorka - odparł monk- Pojawiam się dopero w następnej części. Nara!


Nikt z party jednak nie podejrzewał, że GWEN to skrót od jednego z planowanych dodatków, który oznaczał:
Guild Wars: the Ending Nerf. AN ma w nim znerfować wszystko, co znerfować się da. Dla farmerów i traktorowych oznacza to mniej-więcej: ARMMAGWENDON.
Dziewczynkę umieszczono po to, by twórcy nie zapomnieli tytułu. No i jeszcze żeby spuszczała meteory na większe i mniejsze miasta. Patrzenie na palące się ludziki było odprężające.


Warriorka oddała wesołemu panu duszkowi ostatni z kamyczków.
Gwen zasmuciła się.
-A Bonus!?- zapytała.
-Nie robimy- odparł automatycznie Diego.
To były słowa, których żałował do końca życia.

KONIEC CZĘŚCI TRZECIEJ, ALE CHYBA NIE OSTATNIEJ

PS. Nie wiem czy zdążę napisać następną część :( Jestem strasznie chory na lenistwo i potrzebuję profesjonalnego leczenia. Jeżeli chcecie mi pomóc, wyślijcie PM-a o treści "POMOC" do Dziecka z Lasu- każdy Whisper to 1/13 % szans, że zechce mi się dalej pisać albo dostanę Death Magic +1 while using skills. Z góry dziękuję.

CZĘŚĆ CZWARTA, A NAWET IV - Góra -


Udało się. Trzecia misja kryształowej pustyni została wykonana, więc Diego i reszta mogli już pójść zmierzyć się z Doppelgangerem. Wspólnie wkroczyli w świetlisty teleport do Agury Rock, po czym spojrzeli na majestatyczną skałę, tajemnicze duchy wielkich wojowników i Mnicha, który siedział na Doylaku. I może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ten Doylak potrafił się poruszać.
-Patrzcie- zaczęła Warriorka- to coś chodzi!!!
Potem zdziwiło ją, że istnieje takie fajne słowo, jak "doylak". Zwierzę spojrzało w jej stronę.
-A co- powiedziało- miałbym, rrrrr, latać?
-Eee... Z reguły to wy stoicie w zagrodzie i kiwacie głowami.
-Aha- odparł Doylak- No dobrze. A coś jeszcze?
Diego pomyslał: On ma lekko spleśniałe futro.
Warriorka pomyślała: On chodzi!!!
Mnich pomyślał: Czy oni mnie widzą?
Gwen pomyślała: A gdzie kffiatki!!??
-Masz spleśniałe futro?
-Chodzisz?
-Halooo...
-Kffiatki!
Doylak walnął się w łeb. I o dziwo, nie "doh!", a "brzdęk!".
-No tak- wymamrotał- nikt, rrrrr, nie zwraca uwagi na moje talenty. Wszyscy uważają mnie tylko za, rrrrr, dziwoląga, który nie dość że umie chodzić, to jeszcze zadaje głupie pytania. Wiecie co, rrrrr, ludzie odpowiadają gdy ich zapytam, "czy dziadek, który ma worek łajna i się z nikim nie dzieli może być nazwany, rrrrr, sknerą?". Wiecie co odpowiadają!? "Aaaaa! Ten Doylak chodzi!!!"- wydał z siebie odgłos przypominający zderzenie meteoru z czymś, co na pewno ma dwie pary uszu- No, rrrrr, przynajmniej większość tak odpowiada. Część się pyta co to jest "rrrrr sknera", a jeszcze inna nic nie mówi. Nikogo nie obchodzę...
-Ekhem... Halooo...
Warriorka bezgłośnie powtarzała "on chodzi...", jakby nie mogła w to uwierzyć.
-Halooo... Czy ktoś tu mnie słyszy?
Diego dopiero teraz zwrócił uwagę na Mnicha. I na jego imię: "Super Pwner Owner X".
-Czegoś chcesz?- Zapytał.
-Nie, nic- odpowiedział Super Pwner Owner X- Ale to ja jestem tym monkiem z poprzedniej części.
Diego pogrzebał w swojej pamięci. Aha, to ten co nam postawił setkę... Nie. Ten, co uciszył Gwen na cztery sekundy? Nie, ale on przydałby się teraz.
-Nie pamiętam cię, ale i tak może nam pomożesz- odparł- będziesz nas leczył.
-Okej. Ale po co? Wystarczy, że rzucę na was Mending.
Niektórzy sądzą, że mnisi nie potrafią dobrze zabijać. To nieprawda. Wystarczy, że będą myśleli tak, jak przykład powyżej, a mogą mieć pewność, że za chwilę dużo osób przez nich zginie.
-Nie żartuj. Lecz normalnie. OK? Chyba, że nie umiesz...- zadrwił Diego.
Odpowiedziała mu głośna cisza.
-No..?
-Co? Mam was leczyć? Kurna, po co!? Każda klasa ma własne skille do leczenia! Wiem, bo mam osiem lat, gram w tą grę już dwa miesiące i widziałem w życiu na pewno więcej od ciebie!
-Ale mnisi...
-Leczcie się sami! Idę stąd nooby!
-Ta. Już widzę, jak pokonujemy Licza lecząc się Troll Unguentami... Pokaż skillbar.


I tak, odtąd czteroosobowa drużyna wyruszyła na spotkanie innym Prawdziwym Graczom. Chodzący, rrrrr, Doylak okazał się naprawdę pro tankiem (Zagadywał moby dowcipami typu "Przychodzi wojowniczka do healera z lufą na głowie, healer się pyta: co pani jest?, a ona na to: tank"), a wredny mnich poszedł z paczką orzeszków w ręce i leczeniem drużyny w d***e do Doppelgangera. Reszta go olała i przeszła obok, wprost do Smoczego Leża.
Miejscowi powiedzieli im, żeby zaczerpnęli rady smoczycy Glint, która ponoć wie PRAWIE wszystko (Nie wie na przykład, kto odkrył IWAY, ale domyśla się, że to był jednak smok). Boskiej Pomocy chyba znudziło się podpowiadanie Tym Dobrym, wolała oglądać sześćset dziewięćdziesiąty czwarty odcinek "Mody na Toucherów", a potem "Od zera do spikera, czyli jak stać się jedną czwartą bezmyślnej maszyny bojowej".
Jedynymi przeszkodami na drodze Dobrych Bohaterów był legion potworów z Facetemi na czele.
Potwory oczywiście nie sprawiały żadnej trudności. Gorzej, gdy jeden z Facetów oznajmił, że jest Babą i postanowił bronić swojego zdania ognistym oddechem i miniaturką Shiro Tagachi'ego. W końcu jednak zrozumiał, że jest Facetem i poszedł do chirurga, odsłaniając przy tym teleport do Glint.


-A więc, czemu przeszkadzasz mi w leżeniu i nic-nie-robieniu, chłopcze o włosach jak 15k Druid Armor Green Dyed?
Raaany, pomyślał Diego cały czas uśmiechając się na myśl o skillbarze mnicha, czy to aż tak widać, że się lekko farbowałem?
-Przyszliśmy zapytać, gdzie mamy się dalej udać, żeby skompletować naszą drużynę i pokonać Undead Licha.
Glint podrapała się za uchem.
-A jeśli wam powiem, to co z tego będę miała?
Diego podrapał się za uchem.
-Nie zabijemy cię? Hehe...
-Nic z tego- odparła smoczyca- Mam pomysł. Widziałam to na jakimś filmie. Zadam wam zagadkę, jeżeli któreś z was zgadnie, to będzie mogło zadać mi pytanie. Ok? No więc...- Znowu podrapała się za uchem. To chyba znaczyło, że myślała- Co to jeeeest... yyyy... Takie coś, co... yyy... W nocy śpi, a w dzień nie?
-Człowiek!
-Mysz!
-Kffiatek!
-Ten... No... Ja... Tego...
-Przykro mi, wszyscy źle. Prawidłowa odpowiedź, to "Chodzący zmutowany kartofel"!
Rozległo się "yyyyyy...?", "uuuuu...?" oraz "ja już chyba wiem...". Doylak nieśmiało podniósł łapę.
-Niestety, mieliście już swoją szansę...
Nagle, Glint zaczęła intensywnie drapać się za uchem, i chyba w końcu coś wydrapała. Zza ucha smoczycy, wychylił się wysoki chłopiec, po czym z trzaskiem i bumem upadł na ziemię.
-Eragonie, ile razy ci powtarzałam- zaczęła Glint- że NIE JESTEM TWOIM SMOKIEM!!! Oj, sorka za capsa... O czym to ja mówiłam???
-Właśnie miałaś odpowiedzieć na nasze pytanie, po tym jak wszyscy dobrze odgadliśmy twoją zagadkę- powiedziała Warriorka- A nasze pytanie brzmiało: "gdzie mamy się udać, aby znaleźć innych Prawdziwych Graczy?".
-Aha. Nie mam pojęcia- odparła smoczyca- Ale możecie iść na Krytę. Mają tam plagę nieumarłych.
-Nieumarłych!? To jakiś problem?
-Nie, ale jakbyś się czuła, gdyby się okazało, że masz jeszcze minutę życia? Na przykład, wykręciłabyś szybko numer do swojego szefa, i powiedziałabyś mu, że ma ryj jak rozjechany doylak -Doylak odwrócił się plecami do Glint, wydając z siebie ciche "hmmp"- A potem umierasz i TRZASK! Z powrotem żyjesz, ale jako nieumarły. I widzisz, jak szef idzie ku tobie z widłami w ręku. Niezbyt przyjemne uczucie.
-Czyli mamy pomóc nieumarłym?
-Tia. Idźcie stąd szybko, chcę już nic-nie-robić.
-Szczerze mówiąc, nie chce nam się.
-A to nie pomagajcie, niech armie Licza z nim-samym na czele zostana wymordowane. Tam macie portal do droks. Proszę bardzo- Glint zamknęła oczy i zaczęła liczyć zające w Morzu Canthańskim. Nikt nie śmiał spytać, jak to robiła.
-I tak Licz im ucieknie. Przecież musimy go zabić tuż po tym, jak otworzy Door of Komalie- stwierdziła Warriorka-inaczej nie byłoby następnej części.


Tymczasem na Krycie, dwaj członkowie gildii Black Mantle (przemianowali się z White Mantle, po tym jak przez Tyrię przeszła parada Elokrytan [Czarnoskórzy] wrzeszcząc, że w grze nie ma poprawności politycznej) właśnie odnaleźli Scepter of Orr w starej, mrocznej krypcie. Undead Licz już na nich czekał.
-Oddajcie mi Scepter!- krzyknął- albo was zabiję!
Mantlaki popatrzyły na siebie.
-Hmm- zaczął pierwszy- zastanówmy się. Jeżeli ci nie oddamy, to nas zabijesz. Czyli zginiemy. Lepiej mu...
-Ale- przerwał pierwszemu drugi- jeżeli mu oddamy, to on uwolni Tytanów i zniszczy świat. Czyli też zginiemy.
-Pomyślmy...- powiedział trzeci- Gdybyśmy spróbowali ucieczki, toby też nas zabił i zabrał Scepter. Czyli też zginięlibyśmy.
-Ale jest nas dwóch, więc jaki trzeci...
-Nie ważne- odparł ósmy- pewnie literówka. Tak czy siak, zginiemy.
-Czekaj! Jeżeli jeden weźmie scepter, a drugi go zatrzyma...
-To on zabije tego, który będzie uciekał. A potem drugiego. Nie mamy wyboru.
Wyciągnęli miecze i popełnili Harakiri.
-Przynajmniej z honorem- powiedział Licz- Cholera!!!
BLACK MANTLAK DROPS SCEPTER OF ORR, WHICH IS RESERVED FOR SMOKE PHANTOM.
-Phantom, ile za niego chcesz!?
Cisza.
-No ile, mów!?
Cisza.
-ILE!? MUSZĘ GO MIEĆ!!!
Smoke Phantom lekko przekrzywił głowę.
-Formalnie, to jestem niemy, panie.- powiedział- 5k.


-Wielka Dwayno!- krzyknęła Warriorka- Czytaliście newsy? "Przy Henge of Denravi miał miejsce masowy 007. 10 osób dostało DC, jedna jadła hot-doga".
-To Hot-dogi też disconnectuje?
Śnieg dokuczliwie wleciał Gwen do nosa. Kuźnia Droknara przypominała nieco kostnicę królewny Śnieżki- biało, zimno i biegają krasnoludki. Na samym środku miasta stał Vizjer Khilbron.
No, nie na środku. Trochę z lewej, potem w górę.
Tłumaczył coś młodemu adeptowi nekromancji. Jego dwóch kolegów- ranger i wojownik- przyglądali mu się siedząc na ławce obok.
-Dobrze, Brian- powiedział Vizjer głosem, przypominającym odgłosy wydawane przez traktor- Spike mamy oficjalnie przerobiony, teraz zaczniemy lekcję trzecią: ożywianie zwłok. Tam masz łopatę.
Gdy Gwen, Diego, Warriorka i Doylak podeszli bliżej, spojrzał na nich swoimi malutkimi, niebieskimi oczkami i odchrząknął. Na tą chwilę, odgłosy traktoru zastąpił statek spadający w kupę końskich odchodów.
-No- zaczął- widzę, że mamy już komplet. Czekałem na was- przez chwilę spoglądał na wszystkich- zaraz, zaraz. A gdzie ten łysy wredota? Nie powinien być z wami? Nie ważne. Musimy brnąć dalej. Spójrzcie- wskazał na nekromantę Briana- Jeżeli on się postara, to będziecie mieli szansę na pokonanie Licza i jego Armi Chaosu. Z trupów swoich rywali stworzy wielką, niepokonaną armię minionów. O ile nauczy się je wzywać.
-Cześć- Brian pomachał ręką wstydliwie.
Diega coś zaniepokoiło.
-Zaraz, zaraz- powiedział- skąd pan wie, że Licz ma Armie Chaosu?
-Hmm... Umiem czytać w myślach- powiedział zadowolony Vizjer.
W umyśle Diega, dzika orgia momentalnie zamieniła się w Teletubisie i inne Gwen skaczące po polanie pełnej kffiatkoff.
-Ja- zaczął znowu Khilbron- przywołam dla was statek, którym dostaniecie się na Ring of Fire.
Haha, pomyślał, dzięki temu nie uratują Thunderhead Keep.
Bez żadnych pytań typu "a dlaczego mamy panu wierzyć?" czy "na statku będą leżaki?", drużyna Diega (albo jak wolał autor opowieści o trzech pozostałych bohaterach- drużyna Briana) wyruszyła w wielką morską podróż ku wulkanicznej wyspie.


Statek przybił do brzegu tuż obok Door of Komalie. Gdy wszyscy wysiedli, zniknął.
-Dlaczego zniknął?- zapytał wojownik, kumpel Briana.
-Bo mu rozkazałem- odparł Vizjer Khilbron- Po to, żebyście nie uciekli z mojej pułapki! Ha-ha-ha! Oszukałem was!
Wiedziałem, pomyślał Diego, wizjer (w drzwiach) nazywany jest Judaszem, a Judasz zdradził!
-Dlaczego nas tu zwabiłeś, ty draniu!? I co to za beznadziejny plan zagłady świata: zwabić głównych bohaterów w pułapkę po to, żeby potem rozmazali twój pysk po podłodze?
Vizjer szczerze wyszczerzył zęby.
-Płacą mi za to- powiedział- A teraz rozpocznę rytułał uwolnienia Tytanów.
-Tytanów!?- wrzasnął ktoś za plecami Bohaterów. Wszyscy spojrzeli za siebie. Stał tam, a raczej lewitował, duch Kazia z AN- To nie masz zamiaru włamać się do naszego komputera przez zbugowaną bramę, która znajduje się dziesięć metrów na lewo od drzwi!?
Vizjer pomyślał, po czym podszedł dziesięć kroków w lewo.
-Dzięki, że mi powiedziałeś. Skorzystam.
Pomacał pustą przestrzeń rękoma, po czym złapał rzeczywistosć i ją rozchylił. Otworzyła się Zbugowana Brama do komputera AN.
Diego, pozwalając aby nogi zastąpiły mózg, wbiegł bez słowa do bramy, tuż za Vizjerem.
Reszta natychmiastowo zrobiła to samo.


Wnętrze komputera AN nie przypominało niczego, co Bohaterowie dotąd widzieli. Wszyscy stali na ikonie "Start", a przed nimi rozciągał się ogromny pulpit z setką folderów i plików.
-Aaaaaale rozdzielczość- powiedział zadziwiony Brian.
Przed nimi, Vizjer oszołomiony patrzył na Undead Licza, który wspinał się na foldery. Licz odwrócił głowę i spojrzał prosto w oczy Vizjerowi.
-Hmm...- powiedzieli obaj- chyba jakiś bug.
Vizjer uśmiechnął się szczerze.
-Tym lepiej.
Zaczął przemianę w formę licza.
Teraz było ich dwóch.
Kazio podleciał wyżej i wrzasnął:
-Szybko! Nie pozwólcie mu dojść do folderu "GW"! Mamy tam wszystkie dane dotyczące gry!
No, powiedział w myślach, może oprócz modu rozbierającego Cynn...
Licz numer jeden wspiął się na "GW" i zaczął go otwierać. Gwen migiem cisnęła ognistą kulę prosto w niego, a on zachwiał się, po czym z łoskotem spadł na pola pszenicy. I tak powstał Czokapik.
Z częściowo otwartego "GW" wyszło dwóch kolejnych Vizjerów.
-Cholera! Kopiują dane o samym sobie- powiedział ranger.
On i Diego pomyśleli o tym samym. W momencie, gdy Vizjerowie pomagali wyjść kolejnym dwóm Vizjerom, łucznicy strzelili do nich z Barrage. Potem znowu. I znowu. A że Vizjerzy w formie człowieka nie byli zbyt silni, padli jeden po drugim.
-Brian! Miniony!
Brian zasalutował.
-Tajest!
Podczas gdy nekromanta zamieniał brodatych staruszków o niebieskich oczach w chodzące pozlepiane flaki, Warriorka wysysała z Licza siły życiowe, Gwen ciskała w niego ognistymi kulami, a Doylak wskakiwał z trudem na foldery i zabijał kościste sługi wysyłane przez Licza z "GW". Po kilku minutach walki, dziura w folderze "GW" zaczęła się stopniowo zmniejszać, a liczba minionów Briana zwiększać. Wszyscy coś robili. Oprócz niskiego, garbatego wojownika, stojącego cały czas na "Starcie". Warriorka rzuciła mu swoją różdżkę zapasową.
-Masz- krzyknęła z całych sił, aby zagłuszyć odgłosy fruwających flaków- strzelaj do niego!
-Czekaj!- przerwał Diego- Skoro duch Kazia tu jest, i walczy, może uda nam się przywołać także duchy innych ludzi, aby nam pomagali! Ej, kolego Briana, spróbuj wezwać tu mojego dawnego przyjaciela, Drabinę.
Kolega Briana kiwnął głową, po czym zaczął wyginać dziwacznie ciało i krzyczeć co chwilę coś w stylu "Przybądź tu, o wielki dawny przyjacielu tego tutaj... no... jak-mu-tam...".
Przez ten czas, Liczowi udało się dotrzeć do folderu "GW" i całkowicie go otworzyć. Ze środka "wypłynęła" fala Vizjerów.
Rozpoczęła się wielka bitwa między Vizjerami, a sługami Briana. Przez ten czas Undead Licz zadowolony plądrował "GW".
Rozległ się okrzyk "JEST!" i z bramy do świata Guild Wars wyszedł duch Drabiny.
-Musiałem go związać łańcuchami, żeby nie uciekł z bitwy- powiedział dumny z siebie wojownik.
I tak powstali Rytualiści.
-Dobrze!- powiedział Diego nakładając kolejne sześć strzał na łuk- wezwij kogoś jeszcze! Drabina, pomóż nam w walce!
-A mam jakiś wybór..?


Po długiej i wyczerpującej walce, po Vizjerach i minionach nie było już śladu. Doylak ostatkiem sił wskoczył na folder z plikami Guild Wars, odepchnął Licza i padł ze zmęczenia, blokując przy tym otwór. Gdyby nagle wszyscu ucichli, możnaby było usłyszeć stamtąd głośne chrapanie.
-No- zaczął Licz- koniec z wielką, epicką bitwą. Zostaliśmy tylko my. I Kazio. I ten młotek.
-Drabina...
-Nie ważne. Zacznijmy już walczyć.
Nie minęło dziesięć sekund, a w powietrzu świstały strzały i można było wyczuć zapach spalenizny. Wojownik-kumpelbriana co chwilę wspomagał drużynę nowymi duchami, aż nie oślepł. Licz zręcznie odbijał wszystkie puszczone ku niemu pociski i niwelował rzucone na niego Hexy czarami wyciągniętymi z danych Guild Wars. A ponieważ siedział w folderze "GW" wystarczająco długo, znał wszystkie ruchy, jakie mogły wykonać podstawowe profesje.
Dlatego bylo potrzebne coś nowego. Diego migiem wyciągnął dwa zapasowe miecze, które zawsze nosił przy sobie (Jeden na ludzi, drugi na potwory... eee... jeden na pvp, drugi na pve), znalazł wygodną pozycję bojową i ruszył do ataku.


Uzbrojony w dwie bronie i farbowane włosy zaszarżował na Licza, rozbroił go szybkim combosem, wepchnął niewiarygodnie silnym kopniakiem przez bramę do świata Guild Wars i ruszył wraz z resztą za nim. Gdy drużyna znalazła się już spowrotem w Ring of Fire, Kazio stanął w bramie i powiedział, że zostanie w środku i spróbuje ją zamknąć.
Undead Licz był zdezorientowany. Takich ruchów nie znał nawet z telewizji. Nie miał pojęcia jak się bronić. Musiał szybko myśleć...
Ale podczas intensywnego myślenia, zapomniał o reszcie świata. Gwen potraktowała go deszczem meteorów, a Brian rzucił tyle klątw, ile miał na skillbarze. Czyli raptem dwie.
Licz wpadł na pewien pomysł. Nadal może wezwać Tytanów...
Podbiegł do Door of Komalie. Wiedział, że aby otworzyć drzwi, trzeba uzyć Sceptera...
...Ale nie w panice bezmyślnie tłuc nim w drzwi, mając w dodatku na sobie Spiteful Spirit i Empathy. Padł w dwadzieścia sekund.


Wielka Misja została ukończona. Świat uratowany (No, może oprócz tych wszystkich wysp, kawałków kontynentów, skilli, aren i trybów pvp, które miały być w Factions, a które skasował Licz), a w nagrodę Bohaterowie dostali po 5k xp. Kazio potem długo nie mógł zrozumieć, dlaczego leży w poszarpanym ubraniu na środku pustyni z bolącym ciałem.
W całym tym zamieszaniu, chodzący, rrrrr, Doylak został w komputerze AN. Ale w końcu się wyspał.
Gwen zamieszkała w odległej części Shiverpeaku i zaczęła sprzedawać pamiątki z wyprawy. Dorobiła się nawet Fissure Armora.
Warriorka została liderem znanej z początku gildii, która podróżowała po świecie i naciągała niewinnych ludzi na atrakcje typu "Shadow bow, req 8, +15% dmg, Vampiric". A gdy znikała iluzja, okazywało się, że ten longbow nie jest nawet max dmg.
Brian został henchmanem w Elonie. Ale praca nie przynosiła mu oczekiwanych zarobków, bo nie było tam jeszcze graczy.
Kumpelbriana-wojownik mianowany został generałem armi Ascalońskiej. Nikt nie wie czemu.
Kumpelbriana-ranger stracił całe pieniądze na kupowaniu skilli, których i tak nie używał. Niektórzy mówili, że widzieli jak szukał drużyny farmerskiej, która przyjmie biednego dzieciaka ze złamanym łukiem.
A Diego? Diegowi spodobał się styl walki dwoma mieczami. Dołączył do gildii, która zabijała na zlecenie, a potem nieskończenie królowała w HoHu.
Aż do końca bety. Wtedy wszystko zaczęło się od nowa.

KONIEC


-Zaraz... To w końcu który był Wielkim Wybrańcem..?
-Ja nie.
-Ja też nie.
-Nic mi o tym nie wiadomo.
-Hmm..?
-To nie, rrrrr, ja...
-Jakim znowu Wybrańcem?
Aha, może jeszcze kogoś zastanawia, co się stało z Super Pwner Ownerem X. Otóż, popłynął on na Canthę, a że wszyscy słyszeli o nim jako "Wielkim Wybrańcu, który uratował ich przed Liczem", pofarciło mu się i założył Klasztor, znany potem na całym płaskim (?) świecie jako Shing Jea. A jego nazwisko wzięło się od zdania, którym najczęściej witał się z ludźmi. Czyli "got TO GO" :)

KONIEC. NAPRAWDĘ.


Autor: Dziecko z Lasu
GuildWars.comTeenArena Net