Witamy! Jest sobota 10.12.2016, godzina 11:51
Guild Wars 2 Fansite
News
Forum
> Guild Wars <
Download
Lore
Gra
Dodatkowe Informacje
PvE
PvP
Społeczność
> Guild Wars: Beyond <
Wojna w Krycie
> Guild Wars 2<
Informacji o Guild Wars 2 szukaj na nowym portalu
FAQ
Kontakt
...niemożliwe jest polizanie czubka własnej głowy? (a jak który da radę, to proszę o fotkę na zhai ]na[ guildwars.pl
Partnerzy:

Kup Guild Wars
klient
KRONIKI MAYSTRÓW

Spis treści:
I
II
III

I.

Neev otworzył oczy, powoli się rozglądnął i ze zdziwieniem stwierdził że leży na środku dębowego stołu w dosyć nietypowej pozycji. Próbował wstać i zająć bardziej szacowną pozycje, na krześle przy stole, jednak ciało odmówiło posłuszeństwa i runął na podłogę.
- Auć! -
- O widzę, że wstałeś - Andrill jak zwykle siedział na pryczy i skrzętnie wcierał oliwę w nity swej zbroi - Wiesz Neev, że jesteś" żywym" przykładem na to że czysta krasnoludzka zwala z nóg? - Andrill odłożył zbroję i pomógł Neev'owi usiąść za stołem.
- No ba. Ty, Andrill, ale co ja w ogóle, na tym stole... co się działo wczoraj?- Neev z nadzieją popatrzył do stalowego kubka. - Pusty, cholera....-
- Wczoraj Neev? Wczoraj? -Andrill uśmiechnął się szczerze - Więc stary wczoraj, wieczorem jak piliśmy z tej beczułki, co to ją Sir Pawlik gdzieś zmajstrował, zaczęliśmy grać w te twoje karty, w tą Pikletę całą. Tłumaczyłeś nam zasady i takie tam. I graliśmy i graliśmy i popijaliśmy.
Jak żeśmy się już nieźle zrobili, Sir Pawlik zagrał na stół Carycę Katarzynę ty chciałeś zblokować to Ogierem, zaczęliście dyskutować, a tak już bełkotaliście że żaden żadnego zrozumieć nie mógł . Więc jak to określiłeś, "naocznie " chciałeś nam wytłumaczyć, o co chodzi w tym właśnie zblokowaniu, zawołałeś dziewkę z karczmy..-
- Którą? -
- Anuwiel...-
- O rzesz ty, i co? -
- Spoko stary nie chciała żebyś ją chędożył..-
- Uff, co za ulga. Patrz, co człowiekowi do głowy po pijaku przychodzi...-
- Neev… to nie koniec... - Andrill uśmiechnął się szeroko – potem gorzej jeszcze było, jak Sir Pawlik zagrał Medytacyje na Wieży to ty wskoczyłeś na stół i zacząłeś tłumaczyć co to medytacyja jest, że u ciebie w kraju rodzinnym to takie a takie pozycje medytacyjne są i w ogóle .... W końcu, przy naszym gromkim śmiechu, zawołałeś, że zdradzisz nam największą tajemnicę medytacyji i pokażesz nam stan "głębokiej medytacyji". No i jednym haustem wypiłeś cały kufel czystej krasnoludzkiej, po czym spadłeś na ryj, na środku stołu właśnie. Myśmy jeszcze chwilę poświęcili beczułeczce, Sir Pawlik wyjętym skądś rysikiem pomajstrował ci przy twarzy i oświadczył, iż " …czuje niemoc, trzeba obrać azymut do domu, jutro strategiczno-taktyczno-budowlane spotkanie z Vadmae mam..." i poszedł.
- Majstrował mi przy twarzy?- Neev zaczął ocierać twarz rękami.
- Niżej, pod nosem Neev, zetrzyj już te wąsy, bo nie mogę, jego mać..- Andrill zaczął, bijąc pięścią po stole, śmiać się gromkim śmiechem. Za nim przestał i złapał oddech, Neev zdążył rozmazać całe węglem narysowane wąsy na pół twarzy.
- No kur** jego mać …, myć się będę musiał - Neev spuścił głowę zrezygnowany - wodą, kur**, WODËą!!!
Andrill tym razem nie powstrzymywał się i jego śmiech słychać było aż na ulicach Ascalonu. Zdziwieni przechodnie patrzyli w okna karczmy przechodząc obok niej. Andrill starał się uspokoić, lecz nie mógł. Dobrze znał Neev'a, ale zawsze śmieszyła go jego wodofobia.
- A Daxx gdzie polazł? Wyprowadzić kota na spacer?
- Nie Neev, poleciał do Lorda Norda pieniądz na nowy budynek gildii wpłacić-
- To nie przepiliśmy wszystkiego wczoraj?? - zdziwił się Neev - ty Andrill ale przecież pieniądze mieliśmy wpłacić wieczorkiem... -
- No właśnie stary, wieczorkiem, no to poszedł wpłacić...-
- To żem się nieźle wyspał- Neev uśmiechnął się lekko - a jaka pogoda? |wieci słonko?
- Nie , wręcz przeciwnie- odparł Daxx w chodząc do pokoju - leje jak cholera. Ale zgadnijcie co, Vadmae kupił już budynek, zgadnijcie gdzie?
- No dajesz-
- Na Wyspach Łowców, hehe na wyspach Neev..-
- Znowu woda! dookoła woda, czy ona musi być wszędzie?? Kur*a mać z tą wodą!!!- Neev wstał powoli i chwiejnym krokiem skierował się do drzwi - ale ja jej dam rady. Ja jej dam rady!! Ja jej przez rozum przejdę!!! Idę do karczmarza zamówić balię pełną wina i w niej się umyję!!! - Neev coś jeszcze pod nosem bełkocząc wyszedł na korytarz. Andrill z Daxx'em usłyszeli tylko huk przewracającego się Neev,a.
-Auć. Schody cholera jasna. Czemu on zawsze o nich zapomina?- Andill, pokiwał głową- a swoją drogą ciekawi mnie nadal kto puscił starą gildię z dymem...-
- Pewnie jacyś źli ludzie*... - odpowiedział Daxx...
>>


przypis autora :D
*źli ludzie - EVIL man :D






<<
II.

Drzwi otworzone z silnego kopniaka z reguły otwierają się z trzaskiem na oścież, te jednakże zamiast tylko otworzyć się, całkowicie zerwały się z zawiasów, wpadły do pokoju i poprzewracały stół i krzesła. Po tak dramatycznym wejściu do pokoju jak burza wpadł Daxx z rozwianymi blond włosami, z szaleństwem w oczach, za nim spokojnie dreptając weszła puma.
- Wstawać kur**, WSTAWAĆ!!!!- Daxx darł się w niebogłosy, biegał po pokoju tam i z powrotem- Wstawać!!! Słyszycie kur**?! Już mi tu dupska z wyr podnosić!!!
- Co jest? - Andrill, choć dopiero, co się zbudził, a już w pełnym rynsztunku stał przy Daxx'ie gotów do akcji.
- Ty a ty co mnie budzisz? Daxx z tobą to ludzkie pojęcie ... żem dopiero se śnił jak żem kiedyś ... ech nieważne, nieważne. A ty Andrill, co? W zbroi spisz? Gnaty cię nie bolą? - Neev choć dopiero co zbudził się , wstał szybkim ruchem i ...ostentacyjnie podrapał się po tyłku.
- CICHO!!! Kur**, zaginęła, rozumiecie? Zaginęła kur** jego mać-
- Daxx cicho, spokój się trochę. Jaka kur** ci zaginęła? ta cos ja wieczorem za 50 złota wziął?- Neev przeciągnął się i zaczął ubierać rynsztunek, pobrudzony "pozostałościami" wieczornej uczty.
- Siadaj Daxx i gadaj po kolei- jak zwykle opanowany Andriil przejął inicjatywę widząc na twarzy Daxx'a rosnącą irytację.
- Dobre. od początku...ZAGINĘŁA kur** jego mac!!! Rozumiecie?!!! Zawsze, owszem znikała tu i tam, bo po eksperymentować, co nieco lubiła, ale ponoć 3 dni już jej nie ma!!!!
- Daxx, ale kto zaginął, gadaj przecież, bo się już odziałem, i albo gadasz albo idę po jakiegoś portera do barmana- Neev patrząc na dno prawie pustej sakiewki, stwierdził że trzeba się będzie niedługo wybrać gdzieś na jakieś czystki etniczne na Charr'ach. - Kto? Kto?? Ty się jeszcze pytasz? Asheę!!! Moją pierwszą, ja ją pierwszą wiecie..- twarz Daxx'a nabrała rumieńców, nawet pod chustą skrywającą jego twarz- ja ją pierwszą na mój "księżycowy chód"* wyrwałem....-
- na co?...
- A wiecie, spotkałem kiedyś minstrela, który w zaufaniu zdradził mi niezawodny sposób na kobiety maści wszelkiej. Na imię miał Michał i Jacka synem był**..-
- Ty weź pokaż jak to idzie, jak takie niezawodne to może mnie tez nauczysz?- Neev z radości aż zacierał ręce.
- Więc wiesz robisz tak - Daxx złapał się jedną ręką za krocze, drugą machał w powietrzu, i szedł do tyłu posuwając stopami po ziemi. Raz lewą raz prawa stopą. Po kilku posuwistych krokach ścisnął się z całej siły za krocze i zawył piskliwie- Łauuui!!!!-
Neev z Andrillem widząc przedstawienie przyjaciela nie wytrzymali i ryknęli gromkim śmiechem, bijąc się przy tym dłońmi po kolanach.
- No stary - Andrill ledwo łapiąc oddech i ocierając łzy starał się opanować następną salwę śmiechu - jak ją na coś takiego wyrwałeś, to Ashea faktycznie musiała lubić poeksperymentować. I to grubo...oj grubo..-
Neev nie był na tyle opanowany, nie był w stanie powstrzymać śmiechu. Wręcz tarzał się po ziemi, powtarzając cały czas
- Księżycowy chód, kur** mac, księżycowy chód, hehehe...-


***

Andrill wytarł swój miecz w futro zabitego przed chwila Charra. Zaczynało zmierzchać a oni byli daleko od miasta. Wiedzieli, że jeśli wysilą się jeszcze bardziej powinni dotrzeć do domniemywanego miejsca pobytu Ashei przed świtem....
- Andrill...-
- No co? Zawsze za was robotę musze odwalać, wy się opierda**cie , w jakieś kamienie, nożyczki czy tam papiery gracie, a ja tu panowie, dupska wam ratuje...-
- Nie no spoko stary - Neev choć przed chwilą przegrał z Daxxem uśmiechnięty był niczym skowronek- wdzięczni ci jesteśmy… tylko jakbyś mógł każdego ubitego Charra nie podpalać swoim Smoczym Mieczem to wiesz fajnie by było. |mierdzą sakrabuty jedne.Łee...- Neev skrzywił się ostentacyjnie a Daxx poprawił wymownie chustę na twarzy.
- No typowo, Neev ma trochę racji. Ale ruszajmy. Czas nagli panowie. My tu gadu gadu a Ashea tam może beze mnie eksperymenty urządza...-
- Dobra tylko się napije czegoś- Andrill skończył czyścić miecz, otworzył plecak, pogrzebał z nim chwilę, poczym spojrzał na przyjaciół z przerażeniem w oczach- KUR**, wracamy zapomniałem herbaty!!!!-
- No to mamy prawdziwy problem- Neev spoważniał nagle, wiedział czym dla Andrilla jest brak herbaty...
- Nie no japierkurdole wa mać, nie do chu**, musimy? Andrill nie wytrzymasz? - Daxx popatrzył na swojego brata z nadzieją.
- Nie stary, trzeba wracać -
( patrząca na to wszystko trochę z boku puma Daxxa pomyślała z nadzieją że może w mieście jej pan da jej trochę klusek, tych co w mieście co wieczór jej gotuje. Nie czekając odwróciła się, machnęła ogonem i ruszyła tam skąd przyszli).
- Widzisz Daxx nawet twój zwierzak wie, co i jak. Wyruszymy rano, nie ma się co spieszyć, pochopnością Charry się bogacą... -

Jak powiedzieli tak uczynili... i zawrócili...

***

Choć Ascalon jak każde inne miasto nocą powinien już ucichnąć i iść "spać", to tak samo jak każde inne "szanujące" się miasto nie czynił tego. Choć ciemno już na dworze było i mało ludzi po ulicach chodziło to mimo wszystko w jedynej ocalałej knajpie ruch panował jak nigdy. Wieść niosła iż dzielni członkowie pewnej gildii powrócili z jakże trudnej misji i opijając swe zwycięstwo kolejki stawiają raz za razem...

- Hip!.. Ty Daxx i jak to było?... - Neev głośno chrapał już pod stołem, razem z wilkiem w kłębek zwinięty. Andrill także przekroczył już wszystkie swe granice, i leżał teraz na ławie śliniąc się jak niemowlę. Tylko Sir Pawlik, raz za razem napełniając puchary piwem przednim, starał się wydobyć z Daxx'a całą prawdę. Ciekawiło go niezmiernie cóż się to stało ostatnio.
-Żeś z pumą poszedł i z łukiem, a żesz..hip...z wilkiem i bez łuku wró.. hip...cił. Chyba że mi się już od tej piany w głowie coś popierd***ło...hip.. a wątpię szczerze … już nie takie biby bywały…...- Pawlik swą olbrzymią dłonią podniósł puchar do ust i jednym haustem całą zawartość wypił. – burgh!!!...- beknął donośnie, popatrzył na wciąż milczącego Daxxa i napełnił kufle na powrót cieczą złocistą.
- No Daxx mówże...hip... wreszcie...-
- Ech kur** , o czym tu mówić, pech kur** i tyle. Żem się z nimi zbratał to mam teraz za swoje, proste… - Daxx popatrzył na dwóch swych przyjaciół bełkoczących przez pijacki sen- wisz Pawlik, porwali Ashee, tośmy odbić ją chcieli, nie dla nagrody....ino ....no ona pierwsza ma była. Wisz Pawlik sentyment na względzie żem miał jak prosiłem ich o pomoc.
Ech … suszy powoli…, nalejże jeszcze bo mi się kończy...-
- Czekaj, chyba mnie wzrok myli albo na jakieś...hip.. omamy pierońskie cierpię... Te barman!!!!! Naprawić… hip.. beczkę nam trza!!! Bo szmata pusta już do samego … hip… dna jego mać!!! Dawać nową ino migiem!!! No Daxx a ty dalej gadaj mi tu..-
-Skrótem ci to przedstawię, bo już żem parę razy to samo opowiadał. Żeśmy sobie pięknie, ładnie wyszli z miasta, po raz pierwszy. To się Andrill po herbatę musiał wrócić, ze nie idzie bez herbaty. Wisz on tak ma - herbata musi być!. Najlepiej z cytrynką i odrobiną mleka… maniak… Dobra, myślę spoko, damy rade, Neev mówi że rano lepiej, myślę będzie dobrze. Przyszło rano tośmy wyszli z miasta po raz drugi, Idziemy i idziemy, i już prawie prawie na miejscu żeśmy byli, a tu patrzymy, jego mać, rzeczka se płynie wolno, smętnie, ale głęboko na dwóch chłopa. Neev, wisz wody nienawidzi i na około iść chce. Na około rzeczki znaczy... Myślę, dobra zdążymy i tak. Idziem, idziem rzeczką na około, jakiś bród taki był że Andrill mógł Neev'a na barana wziąć i przez rzeczkę żeśmy przeszli. Myślę spoko dobra nasza, ale zmierzcha, kur** mać trza obóz rozbijać. Neev mówi ze rano lepiej będzie. No to dobra myślę… . Obóz stoi, potem noc, potem rano, i idziemy i idziemy i Andrill znów chce na Lamy iść polować, bo to głodny się zrobił. Lamy kur**, Lam mu się zachciało! Myślę, dobra i tak dojdziemy. No i jak juz na miejsce żeśmy doszli to za późno na ratunek jakikolwiek było. Zamiast Ashei zdrowej i całej stał sobie proszę ja ciebie duch. Rozumiesz?? Duch se stał taki z ektoplazmy cały… duch…Na ten widok puma moja zapierdziała, zacharczała, pianą z pyska potoczyła, okami przewróciła no i zdechła. Nie wiem to czy ze strachu, Czy po tych Lamkach co to ją chłopaki nakarmili. Ja żem się wściekł, jakaś krew taka mnie zalała, wręcz wkur**enie mnie dopadło, i z tej złości że ducha znaleźliśmy i że puma mi zdechła i że Neev się śmiał do rozpuku że ja to żem ducha stukał, i że duch darł się tylko żebyśmy jej prochy odnaleźli, to tak żem się wściekł żem z tych emocji łuk połamał. Cały był a chwilę potem skakałem po nim z tej wściekłości!! KU**A!!! Tak to Pawlik było, nie inaczej... Potem Z Andrillem skoczyliśmy na chwilę do Devony odprężyć się co nieco, a Neev do Cynn w odwiedziny się udał. Potem mówił coś że „ubrana w codzienność była i że dla niego zdejmuje ją gdy robi się ciemno”*… Trochę go nie zrozumiałem ale dobra … Ach mówię ci, odprężające są to kobiety... Słuchasz mnie? - Daxx przerwał na chwilę swoja tyradę , popatrzył na śpiącego na wpół na stole i na wpół na ziemi Pawlika. Wzruszył ramionami, popatrzył na beczułkę, którą sam prawie już do dna opróżnił i zawołał- Te barman naprawiaj że znowu tą beczułkę, naprawiaj śmiało a szybko, bo się znowu nam popsuła!!! A migiem!!! A płaci Sir Pawlik rzecz jasna...- Daxx chwilę pomyślał, popatrzył na wilka - ale Ciebie cholero to nie pamiętam skąd żem wziął...

___________________________________________________________________________
* - księżycowy chód - w tłumaczeniu "moonwalk"
** - Michał Jacka syn- w wolnym tłumaczeniu Michael Jackson
>>>




III.


***

- Dziadzie, dziadzie! Opowiedzcie, że co jeszcze...- w izbie ciepło było, choć na polu śnieżna zawierucha panowała, Na ognisku płomienie chyżo trzaskały, ogrzewając siedzącego przy kominku wiekowego dziadka.
- No Dziadzie, chyba nie dacie się prosić małym bachorkom. Na polu zawierucha, nie pójdziecie dziś już przecie nigdzie. A i one, dziatwy moje, będą miały rozrywkę jak trza- drwal popatrzył błagalnie na wędrownego starca, w taką pogodę dzieciaków na pole bojno puszczać przecie, a w domu, wiadomo, nuda w oczy patrzy..
- No już dobrze, dobrze, pogawędzę cosik gdziesik jeszcze. Tylko maluchy kochane, czego byście chciały posłuchać? Może o piesu co głupoty robił*, albo o takim dziwnym plemieniu krasnasi co to niebieskie były, z białymi czapołkami na głowach biegały**...
- Nie Dziadzie, nie, my chcemy o Obronie Rin posłuchać!!!!-
- O Rin?? Znowu?? Piąty raz? Dobrze niech będzie....- Dziad poprawił koc, którym się otulał, przysunął się bliżej paleniska i rozpoczął swą opowieść.
- Wiecie, dawno temu, jakżem był młody całkiem Ascalon miasto piękne było. Krase, cudne, żywe, potem przyszły Charry i się wiele pozmieniało... Zaatakowały nas skubańce znienacka, ale wpierw o mury miasta się odbiwszy, zaatakowały okoliczne wsie. Gdy ruszyli nasi by pomóc takim jak my tutaj, wsiokom, Charrów drugi legion do miasta się wdarł i prawie zrównał z ziemią je. Lecz nasi w ostatnim momencie wrócili. Charry uciekły ze zrujnowanego miasta w siną dal. Największą stratą było to, że w mieście ino jedna knajpa się ostała, jedna jedyna na całe, calusieńkie miasto... I gdy Charry na Rin planowały uderzyć, to w tej knajpie los zaczął się odmieniać. Przy stole dębowym, mapami taktycznymi zastawionym, odważni bohaterowie z gildii Zakazanych Słońc wraz z jaśnie panem Rurikiem, synem ówczesnego Króla radzili jak tu przyszłe ataki Charrów odeprzeć. Wtedy się wszystko zaczęło, wszystko to, dzięki czemu dziś tu siedzicie i słuchacie mnie, Dharina...


***

...choć środek nocy panował, choć deszcz padał na zewnątrz, choć za zniszczonymi murami armie Charr'ów do walki się szykowały, to dzielni obrońcy Tyrii miast planować i taktykować, w większości znacznej w karczmie siedzieli Shiverpick'owskie piwo żłopiąc. Codzienne pijatyki stawały się już tradycją znakomitą, nawet możnowładzcy zjawiali się na kufelek przedniego rozcieńczanego piwa. Tego wieczoru, jak każdego innego, wszystko zaczęło się od zwołania chętnych na debatę poświęconą obronie Rin. I jak zwykle Rurik, pijany jak bela, krzyczał wszem i wobec, że on sposób na obronę Rin zna, że piszczałkę taką znalazł, co to jak na niej grać będzie to Charry za nim sznurem pójdą, i że on będzie grać i grać i iść i iść, aż w końcu wszystkie Charry w góry zaprowadzi a one tam zamarzną. Tak szalony Rurik krzyczał na lewo i prawo, tłum "szlachetnych bohaterów" słaniał się z lewej na prawą, bluzgając, pijąc i patrząc na tańczące na rurach Devone i Cynn...
- Ej, ona ma większe cyce niż ja, no żesz ty jego mać, przecież ja miałam większe!!! - Alteria z zakłopotaniem sprawdzała wielkość swojego biustu - wiem przecież, że mam racje....
- Maleńka, jak chcesz to mogę służyć ci swą opinią - nieźle podchmielony Andrill patrzył nachalnie na dekolt magiczki - jej testowałem to mogę i twój...
- Ej… cześć… ile macie kasy? - Sir Pawlik podszedł do stolika zataczając się z lekka - bo browar mi się skończył... O Errtu , masz co?...-
- Ty mi jeszcze lecisz za ostatnie dziwki, stary - Errt nawet nie oderwał oczu od pląsającej na scenie nagiej Devony - jak mi oddasz, to może, może ci pożyczę...
- A tak w ogóle panie i panowie to chyba wam nie mówiłem... - Pawlik wziął w dłoń prawie pełny kufel Neeva ( który nawet tego nie zauważył gdyż pochłonięty był kontemplacją podłogi) i pociągnął spory łyk - ... więc ja jako wasz kochany oficer, oznajmiam wszem i wobec plan naszego mistrza Vadmae. Otóż jutro idziemy z Rurikiem do Rin, gdzie będziemy wypróbowywać pomysł księcia z tym całym graniem na fujarce, oraz najnowszą taktykę Vadmae.- Pawlik siadł ciężko na zydlu, oparł się łokciami o stół i złapał się za głowę - Słowem po ptokach…...po prostu krzyż na drogę … trzy zdrowaśki zmówić i się kłaść samemu do trumny…
- O większy masz faktycznie, miałaś Alteria rację - Andrill badając prawdę swego twierdzenia uśmiechał się od ucha do ucha.
- Ej , daj też pobadać, co prawda nie zgniłe masz cyce ale myślę że przeżyje kontakt ze zdrowym ciałem ... - Errtu przyłączył się do badań Andrilla, ku uciesze Alterii
- Tak przejebane mamy a wy se cycki macacie - Pawlik dopił jednym łykiem kufel piwa , i dalej trzymał się za głowę - po prostu przeje**ne...


***

- Coś ty Pawlik oszalał?? Szlajasz nas… o czwartej rano?? – Alteria jeszcze szczelniej otuliła się kocem, Errtu natomiast nie zważając na wszędobylski szron i mróz położył się za zmarzniętej ziemi i poszedł spać… a jak to nekromanta, przez sen bekał i pierdział perfidnie, pogarszając jeszcze bardziej samopoczucie zebranych dookoła..
- Alt nie marudź a ty Errtu wstawaj!! Dziś się chwałą mamy okryć a nie kocami!! – Sir Pawlik dumnie wypinał pierś…- Więc dziś panie i panowie bronić będziem Rin!!! Razem ze szlachetnym księciem Rurikiem…
- Cześć,,- Rurik dość dziwnie zamachał do nich ręką, nie, nie był to strach, ani szok, można by powiedzieć, że początkujące zniewieścienie kierowało jego ręką- cześć moi drooodzy…- Rurik puścił oczko do Andrilla..
-No coooo… – Andrill aż się otrząsnął …- łeeee… Dawaj Pawlik, tłumacz nam tą świetną taktykę naszego mistrza Vadmae….
- No właśnie oficerze dawaj, dawaj… cóż wymyślił?... może najpierw pułapkami ich Daxx poczęstuje, tak troszeczkę na rozruch akcji..- Neev jak nigdy do tej pory wydawał się trzeźwy, pomimo wieczornej narady… w jego oczach czaił się jednak dziwny blask…- może potem, jak jeszcze będą zdezorientowani Alteria przywali im jakimś meteorytem, albo czymś takim?? A Errtu z trupów padłych zrobi sobie minionki? A wtedy my z Andrillem wiesz wpadniemy i no, jak huragan, jak powódź.. tfuuu co ja gadam…jak lawina… tfu.. no nie mogę znaleźć słowa…-
- Po prostu się przez nich przetoczymy –Andrill popatrzył na Neev’a – stary coś dziwnie się dziś zachowujesz, tak inteligentnie nawet mówisz i energicznie…
- A bo wiesz… - Neev popatrzył po zebranych.. zresztą nie ważne… mów Pawlik…
-Więc moi drodzy- Pawlik odchrząknął –to co znajduję się z naszymi plecami to jak wiecie ruiny szlachetnego Rin, po przeciwnej drodze znajduje się róg Bogów, aby w niego zadąć trza mieć tą piszczałkę co to książę ją znalazł…więc trzeba się tam przebić… mój plan jak i wasz byłby prosty acz skuteczny… jednakże nasz „szlachetny”…- w głosie Sir Pawlika dało się wyczuć sporą nutkę sarkazmu…- Vadmae innym torem myślowym się posługuje… to taktyka odwracająca jest…


c.d.n.

Autor: NEEV ELTAR
Tester: ANDRILL FIRESTORM
Help: Black Ranger Pol
GuildWars.comTeenArena Net