Witamy! Jest sobota 10.12.2016, godzina 05:59
Guild Wars 2 Fansite
News
Forum
> Guild Wars <
Download
Lore
Gra
Dodatkowe Informacje
PvE
PvP
Społeczność
> Guild Wars: Beyond <
Wojna w Krycie
> Guild Wars 2<
Informacji o Guild Wars 2 szukaj na nowym portalu
FAQ
Kontakt
...kiedyś jedna część zbroi Knight's absorbowała obrażenia na całe ciało?
Partnerzy:

Kup Guild Wars
klient
"Kroniki Limesa" - Limes






Rozdział 1




- Mystic, co dziś będziemy robić?
- Nie wiem, może wreszcie zdobędziemy Droknar? – Tego dnia Mystic i Gal nudzili się okropnie. Już trzy dni farmili na Minotaurach. Efekt w trzosach wojów był wyraźny, niemniej ile razy można z głupimi bydlętami się potykać.
Tym bardziej, że dwa dni wcześniej spotkali w górach Elementalistę, co cały wieczór cuda o twierdzy Droknar prawił. Gorące głowy wojów zapełniły się obrazami z nieznanego grodu. Już prawie widzieli nowe zbroje przecudnej wartości i nowe, niezdobyte tereny.
Elem ów rzekł im jeno, że do przysiółka Beacon’s muszą się udać i stamtąd droga prosto do twierdzy prowadzi. Jedyne co niepokoiło wojów, to dziwny uśmiech, z jakim ów Elem o tym grodzie rozprawiał.
Przeto od dwóch dni, niby przypadkiem, kręta droga przygody prowadziła do owego przysiółka, tako wczoraj o zmroku przekroczyli drewniane wrota.
Zmęczeni okrutnie byli, więc nie rozglądając się wiele, udali się na spoczynek. Jakież było ich zdziwienie, kiedy zaraz z rana obudził ich zgiełk i harmider.

- Free runner to DROK
- 2,5k DORK PROF. RUNER
Jeden przez drugiego przekrzykiwali się obcy wojowie, ludu tyle było, że ciężko się było przepchnąć.
Zasępieni przycupnęli na schodach nieopodal Merchanta i rozmawiać zaczęli, co im czynić przystoi.
- Mystic, to co radzisz? - Zapytał powtórnie Gal.
- Droknar, powiadasz, w zasadzie po kiego czorta się tu pchaliśmy? Sam wiesz, druhu: kto nie ryzykuje, ten Resa nie używa .
- Ale sam widzisz, jakie dziwy tu się czynią. Co może być ten RUN? I czemu aż takie ilości goldów kosztuje? - Gal, jako starszy z przyjaciół, trzeźwo patrzył na świat, bo niejedną przygodę w Tyrii już przeżył – nie wiemy, jakie nowe potwory na nas czekają.
- Galu, nie po to pchaliśmy się tu, aby teraz w sromocie uciec, każdy z nas topór krzepko trzyma w dłoni. Tarczę przedniej jakości mamy, co HP dodaje i Absorption poprawia. Bierzmy Henchmanów [ przecież to przedni woje] i ruszajmy w drogę, nie naszym zwyczajem za przygodę płacić.
Zasępił się Gal Mały, złe przeczucia jak robak myśli drążyły, ale entuzjazm młodszego druha przeważył.
- Ruszajmy, czas dobry, bo świta, może i dropy lepsze będą.
W pośpiechu drużynę o Wojów z Gildii Henchmanów uzupełnili i ku wrotom na południe pospieszyli. Dziwiły ich trochę spojrzenia przez innych rzucane, a i co który palcem w czoło się stukał, w pośpiechu na owe zaczepki nie odpowiadali, bo przecież Noobami nie byli.

Przekroczyli raźno południową bramę przysiółka, a radość nowej przygody pchała ich naprzód. Topory przyjemnie ciążyły w dłoniach czekając walki .
Ledwo pierwszy zakręt minęli, a oczom ich ukazała się grupa wrogów.
- Na Baltazara, dyć one mają 24lv!- Jęknął Gal – Nie może to być, wszak 20lv to maksimum, wedle uczonych ksiąg opisane!
- Stój Mystic – Gal widząc młodą i gorącą krew druha, rzucił się, aby go powstrzymać, nie zdążył.
- Za Tyrię – rykną Mystic i runął na wrogów.
Gal, choć rozum mówił, że szans nijakich nie mają, podążył za przyjacielem. Nieszczęśni, ni jednego ciosu nie zdołali zadać. W przerażeniu pojęli, dlaczego ów obcy ELEM z takim dziwnym uśmiechem o Droknar opowiadał; ostatkiem świadomości zobaczyli, jak i owi sławetni Henchmani giną jako muchy.


Stali więc jako nooby i patrzyli na siebie. Droknar niezdobyte, co może na owej drodze czekać, jeśli polegli sromotnie za pierwszym zakrętem, jakie jeszcze dziwy ujrzą, gdy pojmą jak przejść i nie zginąć.

- Mystic co dziś będziemy robić?



Rozdział 2




Dawno, dawno temu, na pustyni w Dragon Lair, Doppelganger zbudował labirynt. Labirynt ten nie był takim sobie zwykłym labiryntem jakie spotyka się w krasnoludzkich lunaparkach, o nie. Ten labirynt był z kamienia i szkła, było cholernie trudno z niego wyjść. Właściwie nikomu nie udało się z niego wyjść. Wysoki stopień zaawansowania tej konstrukcji był zrozumiały, zważywszy, że mieszkała w nim Glint.
Glint była starą i bezwzględną smoczycą. Nie było takiego śmiałka, który by nie próbował jej pokonać. Na początku zjadała wszystkich jak leci, ale ostatnimi czasy lekarz zalecił jej roślinną dietę, więc po zrównaniu śmiałków z ziemią rzucała na nich czar teleportu, i nieszczęśni woje budzili się co rusz na zimnej ziemi Droknar.

Opowieść nasza zaczyna się w mroźną zimową noc, kiedy wszyscy powinni w zasadzie spać, ale...

Gala obudziło łomotanie do drzwi. Wygląda, a tam Mystic.
- Co się stało?!
- Boję się złych, głodnych smoków.
- A gdzie one są?
- Przyśniły mi się!
- Mystic, spadaj do siebie do domu, bo inaczej będziesz się bał niewyspanych Obelixów.
- No dobra żarty na bok, a czemu ty jeszcze nie gotowy?

Gal rozejrzał się wkoło. Spojrzał na kalendarz [przepiękna robota, kupiony w Magummie] rzucił okiem na klepsydrę, splunął i przypomniał sobie, że to właśnie dziś mieli 326 raz spróbować zabić Glint.
- Czekaj, zaspałem .
Zarzucił na grzbiet zbroję, chwycił tarczę, worki z dobytkiem i wyszedł za próg.
- Kanapki wziąłeś?
- Kanapki????
- No kanapki, Mówiłeś, że dziś weźmiemy ją głodem
,
Tylko cielęcy wzrok Stefana [Fighter Henchman] mógł w tym momencie konkurować z osłupieniem w oczach Gala.
- Co powiedziałem??? Czym ją weźmiemy?
- No głodem, tak mówiłeś, co prawda HP spadło Ci wtedy do 2/520 i miałeś Krwawienie i Truciznę, ale mówiłeś całkiem rozsądnie.
- Mystic, co ty gadasz, jakim głodem??? Jaja se robisz...
– Gal całkowicie pogrążył się w osłupieniu.
- Przecież to Smok jest, ta gadzina może i miesiąc be żarcia wytrzymać, a jak się wkurzy to dietę porzuci i Nas zeżre!
- Gal, ale trujesz, Mówiłeś: koszyk kanapek i damy radę .
- Nie mogę... Oszaleję!!! Jakie kanapki?!!!!

Niechybnie i by oszalał, ale Mystic, widząc, co się święci, powiedział.
- No dobra, żartowałem – i tylko tajfun „Eliza” można porównać do tego, co wówczas się stało. Gal rzucił się na druha, starając się za wszelką cenę wepchnąć go pomiędzy szczeliny w bruku na ulicach Droknar. A że hałasu robił niemało, to wkrótce tłum gapiów zebrał się wkoło.
- Za co go bije???
- Za kanapki
- A co, zeżarł Mu?
- Podobno

Gal stał i patrzył się na tłum wkoło, prosząc Balthazara, aby się zaraz okazało, że to ciągle tylko sen.



Rozdział 3




Zachód słońca tak dziwnie układał cienie. Siedzieli wkoło ogniska, zadumani nad mijającym dniem. Na zachodzie jeszcze snuł się dym i zza drzew widać było przebłyski ognia.
- Trochę przesadziłeś z tym deszczem meteorów – rzucił Wiśnia.
- E, zaraz przesadziłeś – odpowiedział Rodziu – co się będzie plugastwo pałętać po Ascalonie.
- No masz rację, ale szkoda tych drzew.
- Odrosną.
- I tego domu przy rzece
– wyliczał Wiśnia
- Odbudują – odgryzł się Rodziu
- No i tego stada krów, co się pasło pod lasem.
- Jaka szkoda? A co byś teraz zajadał?
- No fakt, ale jakbyś jakiegoś mniejszego skila użył, to może by ta stodoła została
- Zapadła cisza. Siedzieli wpatrzeni w ogień, gryząc udźce z krowy.
- Ale się dobrze upiekła.
- To fakt, ale szkoda, że bez soli.
- A wiesz, słyszałem, że w Wajjun Bazar jest plugawiec, co skila ciekawego ma.
- A jakiego?
- Double Dragon, czy jakoś tak. Może mniej „odpryskowy” będzie?
- Hm, może
– Wiśnia spojrzał w nadchodzący mrok.
- Ech, szkoda, że nie ma skila, co krowę by posolił, zanim ją spiecze - Westchnął Rodziu.
- To co? Skoczymy do Wajjun?
- Możemy, dawno tam nie byliśmy, zapas jadeitu by się odnowiło.
- I może Imperator jakieś nowe zadania ogłosił?

Spojrzeli po sobie. Z rozmachem udźce w ogień rzucili. Czas ruszać, każdy wie, że droga najlepsza po zmroku, bo i gorąc słońca nie przeszkadza, i trolle tak namolne nie są, a Charry po zmroku ślepe, że żal je bić. Nowa przygoda wzywała i drażniła myśli jak dziki zew.
Ruszyli.

- Co na plugawca weźmiemy?
- Ja Barrage wezmę i duchów garść, nic mi się nie oprze
– Wiśnia wyciągnął z worka nowy łuk, co HP +30 dodawał.
- Hm, to może ja meteora i parę różności, co ogniem dają czadu – Rodziu zagłębił rękę w torbie – o, zobacz, został kawał krowy – wyciągnął z czeluści torby coś bardzo dziwnego, nijak to udźca nie przypominało, a i woń dziwną miało.
- Może z tego jakowy składnik poisona zrobisz?- Wymownie spojrzał na Wiśnie .
- E, na poisona za świeże. – Rzucił Wiśnia ze znawstwem w oku, krowie dziwo się wpatrując – Sprzedaj Noobowi – podsumował .
- No, może potem – Rodziu rozejrzał się wkoło – Skile już gotowe. Czas ruszać.
- Czas ruszać
- Wiśnia poprawił torby i worki i razem ruszyli ku bramie.
Zgrzyt bramy za plecami powiedział, że przygoda się zaczęła. Chyłkiem przemykali zaułkami Wajjun, zwinnie unikając nielicznych grup wrogów.
Już po południ dotarli do kryjówki Liana, tego, co według opowieści Double Dragon posiadał.
- Walimy?
- Walimy, ale tak z dopalaczem
– mruknął Rodziu
Zebrał siły i zasunął. Najpierw dał Flarę, potem Meteor. Dołożył z pozostałych skili i poprawił z Flary. Wiśnia w tym czasie Duchy postawił i Barrage raz za razem posyłał.
- Oj, coś odporny, nic go nie bierze. – Zamruczał Wiśnia
- Skubany jeden, no zobacz jak się stawia - Rodziu w pośpiechu zaczął zaglądać po torbach. Bo energia wychodziła, a efektu nijakiego na wrogu nie było.
No i we wroga poleciały rzeczy, które nijak do walki nie służyły. Poleciał rondel, ten co go z Wiśnią na Trollach latoś zdobyli. Poleciał naszyjnik z jadeitu, wygrany od krasnoludów w Droknar. Poleciał Antałek przedniego Krasnoludzkiego. I w końcu jak dno w worku było widać, poleciał i udziec z tej nieszczęsnej krowy, co to do Poisona za świeży był, a czasu go nie było sprzedać.
Lion ryknął i jak oszalały zaczął wycierać się z krowiego przysmaku, nie zważając na ciosy przyjaciół. I chwila wystarczyła, aż padł trupem.
- No pięknie, i kto by pomyślał, że na takie coś nasza pieczeń się przyda.
- Świat jest pełen tajemnic
- westchnął Wiśnia– no łapaj tego skila. I w drogę.
- Skila... A wiesz co, zapomniałem Ci powiedzieć, że nie wziąłem "Signet of Capture" .




Rozdział 4




Wiśnia spoglądał na swoje buty. Po ostatniej wyprawie nijak nie przypominały tego, co kupował w Grotto. Zlepione szlamem z zabitych Avicarów przypominały raczej kulki zielonej mazi, niż buty. Rzucił okiem na buty towarzysza. No tak, ten zawsze elegancik.
- Jak ty to robisz, że twoje buty zawsze takie czyste?
- Hm. Sekret rodzinny.
– mruknął Mystic – widzisz ten antałek?
- No widzę. Antałek jak antałek, co w nim takiego ciekawego.
- Bo widzisz, tu jest mikstura, co ją trzeba mroczną nocą robić. Trzy czaszki szkieletów, dwie garści lawy, zatruta żaba i pył z Dragon Lair, ale koniecznie z komnaty Glint.
- I co? I co?
- I nic, wymieszać, zalać Krasnoludzkim Mocnym i buty co wieczór smarować.
- I co, pomaga?
- Nie. Ale jest dobre na liszaje. A buty to czyszczę, ofiaro. A nie się tylko na nie gapię.

Wiśnia spojrzał na buty, na Mystica i przez chwilę zawahał się, czy cisnąć w niego kulą ognia, czy lepiej z topora przyłożyć. W ostateczności strzelił kulą ognia. W efekcie Mystic dobre 2 minuty rzucał na siebie Heling Breeze, kląc przy tym szpetnie.
- Podobno gdzieś na bagnach Kryty znaleziono jaskinię - Rzucił Wiśnia, spoglądając na radośnie płonący las (że te kule ognia taki rozprysk mają).
- Podobno to kiedyś polecimy jak ptaki – mruknął Mystic, oglądając wielką dziurę wypaloną w kolczudze.
- No nie. Jakiś śmiałek znalazł jaskinie, szedł nią 3 tygodnie – Kontynuował Wiśnia, zastanawiając się, czy ratować niedźwiedzia który właśnie wyleciał z płonącego lasu, czy może lepiej dobić, bo pieczyste z misia przednie.
- No jasne, a co jadł? – Mystic niby przypadkiem machnął toporem, trafiając miśka .
- Nie wiem, ale jak doszedł, to wylazł w nowej krainie – Wiśnia wyciągnął nóż i zaczął wycinać co lepsze kawałki z nieźle przypieczonego niedźwiedzia.
- E, zwidy jakieś miał, wlazł pewnie w jaskinie z pająkami i te trzy tygodnie w poisonie przeleżał. To i mu się jakieś krainy zwidziały – powątpiewał Mystic i zaczął zbierać dobytek, bo żar niemiłosierny od lasu i domu drwala zaczął już przeszkadzać.
- No co ty prawisz. Ale on podobno i ludzi w tej krainie widział. A kraina się Elona nazywa. Tak mówią – stanęli i spoglądali, jak drwal próbuje stodołę ratować, bo domu już nie było warto.
- No dobra, a gdzie tak mówią – Stodoła radośnie się zajęła mimo prób drwala, zaraz potem zajął się drwal, i pewnie to go trochę otrzeźwiło, bo z rykiem piekielnym zastosował Healing Signet i kląc, poszedł drogą na wchód.
- W Lion's Arch, jak zajrzałem do znajomego Merchanta, to on właśnie taką historię mi opowiedział – Stodoła płonęła, trzaskając i co chwila strzelając płomieniami w niebo.
- A powiedział, gdzie szukać tej zwidnej jaskini? - Dach stodoły zawalił się z hukiem.
- Nie, ale ponoć zaraz obok niej stoi jakiś zwariowany czarodziej. I Nightmary odpędza. Łatwo będzie znaleźć.
- Hm, w zasadzie nic do roboty nie mamy, to po Krycie powłóczyć się można.
- To chodźmy
– Rzucił Wiśnia, bo i oglądać nie było co. Drwal zniknął za wzgórzem, stodoła spłonęła, a pożar lasu zniknął za horyzontem.


Trzeci dzień brnęli przez bagna. Nawet z eleganckich butów Mystica zostały żałosne kulki błota. Dwa dni temu spotkali zwariowanego Maga, co bez przerwy plótł coś o końcu świata, i że koniecznie musi wyliczyć, kiedy to będzie. I że te podłe Nightmary ciągle mu przeszkadzają, bo zabierają mu cukierki, co lepszą koncentrację powodują. Nightmary jak to Nightmary, faktycznie podbierały cukierki, ale nie na koncentrację tylko zwykłe, truskawkowe. Bo przecież każdy wie, że one te truskawki to na zabój lubią.
Dla rozrywki i świętego spokoju wytłukli te Nightmary. A ten wariat, zamiast im podziękować, to tylko jakimś sprzętem kuchennym w nich rzucił i mruczeć zaczął do siebie, coś jak przekleństwa albo zaklęcia. Więc dla pewności szybko odeszli, żeby ich jakiś rykoszet tych zaklęć nie trafił. I chyba mieli racje z tym pośpiechem, bo ledwo za wzgórze się schowali, jak słup ognia i huk niesamowity ogłosił koniec świata dla owego dziwnego maga. Przyspieszyli też kroku, bo z nieba poczęły lecieć różne dziwactwa, łącznie z głową, co jeszcze mamrotała – „C do kwadratu musi się równać.”
Prawdę mówiąc tracili już nadzieję, że ową tajemniczą jaskinie znajdą, kiedy rankiem trzeciego dnia dziwną tabliczkę znaleźli. „Modul underconstruction”, ktoś ręcznie na niej napisał.
Żaden z nich o niczym takim nie słyszał. I w żadnej krainie takiego potwora nie widzieli, więc dalej przed siebie podążali, strachu nijakiego nie czując.
W południe do ich uszu zaczął dochodzić podejrzany szum i mgła dziwna zaczęła się ścielić, tak i po chwili nic na 3 kroki nie było widać.
- Tego w opowieści nie było – mruknął Wiśnia, macając łukiem drogę przed sobą.
- Nie było, może lepiej zwiążmy się liną – rzucił Mystic, bo właśnie na ziemi wymacał coś jak linę.
- Pomysł zacny, Masz coś do wiązania? – Próbował przekrzyczeć szum Wiśnia.
- Mam – odrzekł Mystic i podał Wiśni koniec znalezionej liny.
Szybko związali linę na pasku. I jako że miał czym macać, teraz Wiśnia prowadził drużynę. Nie przeszli trzech kroków gdy głos potężny rozdarł powietrze.
- Gotowe?
- Gotowe
– odpowiedział drugi głos, i zaraz dodał – to wrzucamy te głazy, powiązałeś dobrze?
- Powiązałem, ale dużo sznura zostało na ziemi, uważaj na niego.

Niepokojące przeczucie szarpnęło druhami. Spojrzeli po sobie i nawet jęknąć nie zdążyli, kiedy siła niesamowita pociągnęła za linę, którą się związali. Wyrwało ich w powietrze na 10 metrów i oczom ich ukazała się potężna dziura w ziemi, w której czeluść dwaj Giganci wrzucali związane stosy kamieni. Drugie szarpniecie pociągnęło ich w dół i krzycząc zniknęli w ciemności nieprzeniknionej.
- Kamienie do Elony – usłyszeli jeszcze ryk jednego z gigantów z dziwną koszulka z napisem „Informatyk”.
Mknęli w dół z przerażającym rykiem powietrza w uszach. I nijak nie mogli spaść. Po kilku minutach spadania Mystic rzucił:
- To ile mówisz ten facet wędrował. Trzy tygodnie?
- Coś tak jakoś
– przekrzyczał hałas Wiśnia – ale zobacz, nauczyliśmy się przynajmniej latać.



Rozdział 5




- Serdecznie witam Państwa w ten piękny, zimowy poranek. Wszyscy czekaliśmy na ten dzień. Kiedy 2 miesiące temu ogłoszono finalistów Wielkiego Turnieju Aliansów każdy wojownik, mag czy ranger nie mógł się doczekać dzisiejszego dnia.
- Arena Droknar doskonale przygotowała się na przyjęcie finalistów. Wystarczy tylko wspomnieć niesłychane i kolorowe szpalery głów Avicarów ozdabiające wszystkie ulice, czy setki straganów, na których przyjezdni mogą kupić okolicznościowe pamiątki. Królują wśród nich makietki nadzianych na pale wojowników Finałowych drużyn.
- Ale co tu ukrywać, wielkie rzesze gapiów ściągnęły na występy baletu Trolli górskich oraz konkurs "Kto zje więcej Wątroby Charra, zanim ten cię zabije".
- Ze wszystkich stron Tyrii i Cathy ściągnęli kibice obu drużyn. Wszędzie widać transparenty zagrzewające wojowników do walki.
- Wiesz, najbardziej chyba podobał mi się ten z napisem „Zjemy was razem z butami”.
- Ja osobiście wolę „Wracajcie do garów.”
- Tak, niezaprzeczalnie czuje się atmosferę finału.
- Ale nie przedłużajmy bo oto na arenę powoli wkraczają wojownicy.
- Masz rację, po naszej lewej stronie odziani w czerwień wojowie Z_GRY_Z. Jak wspaniale słońce odbija się od ich zbroi.
- Są niezaprzeczalnymi faworytami dzisiejszego spotkania.
- Masz rację, ale wielu powiada, że ich przeciwnik może nas dziś zaskoczyć.
- Więc spójrzmy na prawą stronę Areny – W czarnych zbrojach stoją wojownicy NOOB.
- No, prawdę mówiąc nic im nie można zarzucić. Uzbrojenie najwyższej klasy i, po wzroście sądząc, siłę mają niesamowitą.
-Jak zapewne państwo pamiętają, od dzisiejszego finału wprowadzono zmiany w regulaminie. Otóż wojownicy mogą stosować wszelkie środki do walki. Nie tylko konwencjonalne jak tarcze, miecze czy topory. Specjaliści mówią że nie będzie to miało specjalnego znaczenia, ale warto o tym przypomnieć.
- Proszę spojrzeć, oto na arenę wchodzą trenerzy. W NOOB pojawia się Szwejq i Mystic. Ostatnie rozmowy z wojami.
- Z_GRY_Z wyraźnie lekceważy przeciwnika. Trener spokojnie siedzi na trybunach. Nawet nie spogląda na Arenę.
- A po stronie NOOB jeszcze jakaś krzątanina. Coś krzyczą do kibiców. Ci odpowiadają. Warto tu wspomnieć o doskonałej organizacji Finałów. Na trybunach jest wiele stoisk: możemy kupić krowę z grilla jak i antałki Krasnoludzkiego.
- Spójrz na stronę Z_GRY_Z: kibice coś skandują. Niestety nie słychać, co. Może dlatego, że kibice NOOB co chwila rzucają na nich Blinding Flash i Ward Against Foes. co skutecznie ich spowolnia.
- Próbują się odgryzać, ale nie za bardzo im to idzie. Stanowczo są w defensywie.
- Ale zostawmy potyczki na trybunach. Oto bowiem sędzia ogłasza rozpoczęcie pierwszej rundy!
- Masz rację. Z_GRY_Z przyjmuję swoją standardową strategię. Ustawiają szyk. który znamy z wszystkich pojedynków. Jak wspaniale wygląda ich drużyna!
- Tak ale co to: spójrz na NOOB! Co oni robią.?
- Wygląda, jakby przygotowywali katapultę. Tylko po co?
- No tak w tej fazie bitwy to chyba za wcześnie.
- Spójrz coś krzyczą do kibiców..
- No właśnie, a kibice rzucają na arenę jakieś przedmioty. O ile dobrze widzę, to wygląda jak antałki Krasnoludzkiego. O, popatrz, teraz jakby Pieczyste z Krowy?
- Z_GRY_Z, niezrażone, zbliża się .
- NOOB ładuje wszystkie antałki do katapulty, każdy z nich wcześniej odkręcając.
- Spójrz są gotowi do pierwszego strzału. Celuje i PAL! Leci...
- No niesamowite. Co za taktyka. Na formację Z_GRY_Z spada deszcz Krasnoludzkiej. Proszę państwa, proszę państwa, kto by się spodziewał. Przecież każdy z nas wie, jak działa Krasnoludzkie na woja.
- Na efekt nie musimy długo czekać, zwłaszcza że NOOB strzela teraz raz za razem. na przemian zarzucając wroga Krasnoludzkim i stosami Pieczystego.
- Wojowie Z_GRY_Z wyraźnie zaczynają się chwiać na nogach. O proszę, nawet się zataczają i śpiewają już sprośne piosenki.
- Teraz co niektórzy siadają na Arenie i raczą się pieczystym. Wyraźnie Krasnoludzkie zmąciło już ich umysł.
- Niesamowity rozwój sytuacji. Może na chwilę wrócimy na trybuny. Proszę państwa, wyraźnie widać tam przewagę kibiców NOOB. W zasadzie już połowa kibiców Z_GRY_Z jest skrępowana. kilku wisi już na stryczkach. A nieliczne resztki bronią się przy wejściu do toalety.
- Czy ja dobrze widzę? Tak, na pewno. To kilku radośnie krzyczących kibiców NOOB niesie właśnie trenera Z_GRY_Z. Gdzie oni go niosą? Ależ tak, już widzę, idą nad przepaść Rozpaczy! Legenda mówi że jest bez dna.
- Spójrzcie jak rozpaczliwie macha rączkami. ale nic mu nie pomoże. Proszę państwa, jaką siłę ma miłość kibiców! Trener Z_GRY_Z zniknął już. Ale wróćmy na Arenę.
- Bo oto woje NOOB wprowadzają jakąś zmianę w swojej taktyce! Wspólnie biorą po jednym z przeciwników i niosą w kierunku katapulty.
- Katapulta tym razem wycelowana jest poza trybuny...
- Wzmaga się doping kibiców. Zwłaszcza że już związali wszystkich oponentów.
- Tak więc nad stadionem króluje teraz tylko jeden okrzyk NOOB.
- Woje NOOB wsadzają na katapultę pierwszego z przeciwników i... tak jest! Posyłają go poza trybuny.
- Przeciwnicy coś tam krzyczą ale któż by ich słuchał...
- A oto i kolejni woje Z_GRY_Z wylatują poza plac boju!
- Oczywista teraz staje się taktyka NOOB. Jeśli wszyscy przeciwnicy leavną, to będzie to pierwsze w historii Tyrii i Canthy zwycięstwo walkowerem!
- Proszę państwa, oto stało się. Ostatni z członków drużyny Z_GRY_Z opuszcza Arenę!
- Sędziowie walą w dzwon zwycięstwa. Tak jest, proszę państwa, jak już mówiłem, pierwszy raz mamy takie zwycięstwo!
- Szał na trybunach! Kibice z radości przełamują barierki, wpadają na arenę i podrzucają swoich bohaterów w górę!
- Proszę państwa, to wielki dzień. Takie zwycięstwo. Takie zwycięstwo!
GuildWars.comTeenArena Net